Anklam obiecane

Drukuj

Było do przewidzenia, że aktywiści ultraradykalnych kręgów pro-life zechcą skorzystać ze zmienionej sytuacji politycznej po wyborach 2015, które wyłoniły większość potencjalnie otwartą na ich projekt i ponowią próbę wniesienia swojej ustawy, dotąd postulowaną mimo braku realnych szans na powodzenie, głównie celem dania przez inicjatorów „świadectwa”.

Złe projekty zmian ustawowych mają to do siebie, że odrzucane dowolną ilość razy, ciągle powracają do przestrzeni debaty. Tak jest choćby z ideą zakazu handlu w niedziele, ale także i z ustawą o całkowitym zakazie aborcji. Było do przewidzenia, że aktywiści ultraradykalnych kręgów pro-life zechcą skorzystać ze zmienionej sytuacji politycznej po wyborach 2015, które wyłoniły większość potencjalnie otwartą na ich projekt i ponowią próbę wniesienia swojej ustawy, dotąd postulowaną mimo braku realnych szans na powodzenie, głównie celem dania przez inicjatorów „świadectwa”. W momencie, gdy PiS ma większość w obu izbach parlamentu, prawdopodobieństwo zaostrzenia ustawy aborcyjnej rośnie, ale pewności powodzenia nadal nie ma, ponieważ partia Jarosława Kaczyńskiego w tej materii nie jest monolitem, a sam jej lider już dał dowód, że w przypadku tej kwestii preferuje przyjmowanie pozy i pozorowanie działań, aniżeli faktyczną determinację dokonania prawnych zmian.

Niewątpliwie z tego właśnie powodu do działania przeszedł polski Episkopat i w oficjalnym dokumencie zażądał przyjęcia ustawy o totalnym zakazie aborcji. Biskupi pragną zawiązania ze starszymi panami z prawicy sojuszu, który uczyni Polki niewolnicami ich religijnych przekonań. Nie wierzą we własny potencjał ewangelizacyjny, w umiejętność przekonania kobiet do dobrowolnej rezygnacji z przerywania ciąży z przesłanek wyłącznie moralnych. Jedynego rozwiązania upatrują w przymusie, zakazie i stworzeniu zagrożenia karą więzienia.

Cóż, to może być dla niejednej cena warta zapłacenia. Całkowicie rozumiałbym kobietę, która przeżywszy dramat gwałtu, woli przerwać tak powstałą ciążę i pójść do więzienia. Zaangażowanie duchownych i aktywistów pro-life po stronie prawa gwałcicieli do ojcostwa jest nie miej zdumiewające niż ich żądanie rodzenia dzieci tak radykalnie upośledzonych, że nie tylko z góry wiadomo, że będą niezdolne do życia przez okres dłuższy niż kilka dni, ale także że czas ten będzie dla nich wielkim cierpieniem. Łatwo żądać dla innych takiego losu, gdy samemu jest się zdrowym, najedzonym i niezgwałconym.

Mam nadzieję, że w PiS jest choć kilkunastu posłów, którym resztki przyzwoitości nie pozwolą podnieść ręki za tak barbarzyńskim projektem ustawy. Niezależnie jednak od tego, czy ta ustawa przejdzie czy nie i w jakim kształcie (być może pośrednim pomiędzy obecnym stanem prawodawstwa a zakazem totalnym), warto, aby ta debata się znów odbyła. Warto, aby opinia publiczna wreszcie dostrzegła radykalizm i fanatyzm ośrodków pro-life w polskim wydaniu, zarówno tych kościelnych, jak i świeckich. Niech to przyniesie otrzeźwienie, tak aby po politycznej zmianie politycy drugiej strony tego sporu nie mieli już (jak dotąd) oporów przed daleko posuniętą liberalizacją przepisów, w kierunku rozwiązań znanych z niemal powszechnego europejskiego konsensusu, jaki w tej dziedzinie przecież obowiązuje.

Do tego czasu pozostają Polkom takie miejsca jak bliskie granic Anklam, niczym ziemia obiecana, rubieże normalności i respektowania podstawowych praw kobiety. Owszem, nie każdą będzie stać na taką podróż. Ale jednak stać na to we wspólnej Europie coraz więcej z nas. Ewentualnie w Anklam jest przecież otwarty dla nas rynek pracy i sporo niedrogich mieszkań…

Czytaj również