Demontaż jest ok

Drukuj
Ta historia miała bodaj nie tylko nasz lokalny, gdański wymiar, ale obiegła w końcu także ogólnopolskie media. W Gdańsku wybuchł spór o historyczną bramę nr 2 do dawnej Stoczni Gdańskiej, tą bramę, przy której w 1980 r. działy się znane nam wszystkim rzeczy przełomowe. Prezydent Gdańska z PO Paweł Adamowicz postanowił jakiś czas temu przywrócić bramie oryginalny wygląd z tamtego roku. Oznaczało to zamontowanie powyżej bramy pełnej ówczesnej nazwy stoczni, czyli „Stocznia Gdańska im. Lenina”, umieszczenie tam jakiegoś „orderu” o przaśnej socrealistycznej stylistyce i dodanie jeszcze bodaj jakiegoś hasła zagrzewającego robotników do budowy socjalistycznej ojczyzny, albo podobnego nonsensu.
Chociaż Polska jest krajem lubującym się w idiotyzmach o zerowej wartości edukacyjnej, zwanych powszechnie „rekonstrukcją historyczną”, co każdego lata przez prawie 2 tygodnie widać np. w mieście Hel, gdzie pomiędzy pannami w bikini przechadzają się „rekonstruktorzy” odziani w mundury Wehrmachtu, broniący (żeby było śmieszniej) na mierzei wybrzeży Normandii, to jednak akurat ta rekonstrukcja nie przypadła do gustu pisowskiemu elementowi w mieście, działaczom rachitycznie tu funkcjonującej głównej partii opozycyjnej oraz dużo prężniejszej strukturze zarówno stoczniowej NSZZ „Solidarność”, jak i znajdującej się nieopodal Komisji Krajowej tego propisowskiego związku. Zwykle prawicowcy rekonstrukcje historyczne lubią i Wehrmacht czy Krzyżacy im nie przeszkadzają. Lenin w formie napisu jednak przeszkadzał, być może po prostu dlatego, że był pomysłem prezydenta z PO. Podniosły się równie histeryczne, jak i ewidentnie bzdurne oskarżenia, że Adamowicz chce w ten sposób gloryfikować komunizm, wybielać zbrodnie pierwszego wodza bolszewików, no i oczywiście zdradzać Ojczyznę poprzez plugawienie uczuć narodowych i religijnych elementu pisowskiego. Ostatnim akordem groteskowej wojny podjazdowej o napis (obrzucanie czerwoną farbą, przykrywanie flagami, ustawianie pod nim ochrony, aby w nocy trzymała wartę) była „uchwała” obradującej w Gdańsku komisji „Solidarności”, aby po zakończeniu obrad napis po prostu odpiłować. Jak uradzono, tak zrobiono. Kliku związkowców pod wodzą niejakiego Piotra Dudy, z niemoralnym wsparciem kilku lokalnych hersztów PiSu, wlazło na bramę i wraży napis odpiłowało bodaj piłą tarczową.
Brama jest własnością miasta, dlatego też miasto zgłosiło sprawę do prokuratury. Wczoraj prokuratura orzekła. Jeśli ktoś myślał, że podjazdowa wojenka o napis będzie najbardziej absurdalnym elementem tej historii, ten nie docenił kreatywności prokuratorskiej! Jak ogłosił szef Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Oliwa, JE Cezary Szostak, prokuratura nie dopatrzyła się w działaniach partyjno-związkowych pisowców żadnego naruszenia prawa, a już na pewno nie uszkodzenia cudzego mienia. W końcu napis, po jego odcięciu, został miastu zwrócono, a nie np. oblany benzyną i podpalony (toć to nie opona). Nie doszło do zniszczenia bramy, tylko do „demontażu” jej elementów. To zaś, także w odniesieniu do cudzej własności, jest najwyraźniej zdaniem prokuratury oliwskiej zupełnie w porządku.
Skoro tak, to proponuję następujące ćwiczenie poglądowe. Ustalmy markę i numery rejestracyjne pojazdu mechanicznego, którego prywatnym właścicielem jest obywatel Cezary Szostak. Zwołajmy posiedzenie „komisji” wcześniej powołanego i zarejestrowanego stowarzyszenia np. Myślący Obywatele Przeciwko Absurdom w Interpretacji Prawa. Podejmijmy tam odpowiednią uchwałę, a następnie dokonajmy demontażu np. kół, reflektorów, wycieraczek, anteny radiowej, rury wydechowej i klamek przy drzwiach samochodu pana prokuratora Szostaka. Następnie, aby dochować przepisów prawa, prześlijmy zdemontowane elementy na adres służbowy pana Szostaka, wygodnie za pośrednictwem profesjonalnego kuriera. Ponadto poinformujmy właściciela pojazdu, że jeśli wpadnie na wraży pomysł ponownego umocowania nadmienionych elementów, ponownie je zdemontujemy.
Jeśli w tych działaniach prokurator Szostak i jego współpracownicy nie dopatrzą się znamion czynu przestępczego w postaci zniszczenia mienia, to zwrócę honor i przyznam, że zastosowana została logika i konsekwencja. W przeciwnym razie moja ocena uzasadnienia o umorzeniu postępowania pozostanie druzgocąca dla jego autorów.
Czytaj również