Dezawuując ideę

Drukuj

Wczoraj odbyła się pierwsza akcja Ruchu Poparcia Janusza Palikota od czasu jego kongresu z początku października. Inicjatywie politycznej posła z Lublina przypatruję się naturalnie z zainteresowaniem ze względu na to, że chce ona ulokować się w liberalnym centrum sceny politycznej, a także z tego powodu, że jej lider głosił w tygodniach poprzedzających założenie Ruchu kilka przemilczanych najchętniej przez innych, także liberalnych, polityków postulatów programowych ze świata liberalizmu etyczno-społecznego.


Niestety inicjatywa Palikota zmierza w bardzo złym kierunku. Mam tu na myśli nie słabiutkie wyniki w badaniach poparcia opinii publicznej, ponieważ wiele lat członkostwa w Unii Wolności i Partii Demokratycznej, ramię w ramię z najwspanialszymi politykami w historii III RP, nauczyło mnie, że niskie poparcie vox populi nie hańbi. Mam na myśli retorykę, w której Palikot lada moment utopi swoją nową partię.


Oczywistym jest, że liberalizm etyczno-obyczajowy w zakresie około 3/4, a może i 4/5 jego postulatów (nie dotyczy to pakietu problemów związanych ze zbieraniem przez państwo informacji o obywatelach i prześladowaniem ich przez służby) budzi mocny sprzeciw kościoła katolickiego i z tego względu kościół nie jest i nie będzie sprzymierzeńcem liberalnego ugrupowania, które ideę wolności jednostki traktuje całkiem serio i nie ogranicza jej do wolności przedsiębiorcy i praw konsumenta na rynku. Dlatego wejście w zwarcie z kościołem, krytyka kleru, a w Polsce zwłaszcza jego niekończących się usiłowań wejścia na scenę polityczną i kształtowania prawa świeckiego państwa zgodnie z religijną ortodoksją, czyli poddawania zasadom wiary także niewierzących, jest dla liberała oczywistym elementem politycznej aktywności. Osobiście, w moich tekstach na tym blogu i nie tylko, wchodziłem w ostre polemiki skierowane przeciwko działalności pozareligijnej ludzi kościoła. Używałem przy tym mocnych słów, a także podjąłem próbę rehabilitacji pojęcia antyklerykalizmu. W tym ostatnim tekście przypomniałem rzeczywiste znaczenie tego słowa, które ukształtowało się w praktyce politycznej kilku państw Europy, a zwłaszcza Francji, Włoch i Hiszpanii w XIX wieku. Pokazałem, że jego sens jest inny niż antyreligijność czy antykościelność, nie jest to pogarda czy potępienie wiary, ani nawet nienawiść wobec kościelnej instytucji. Antyklerykalizm to sprzeciw wobec klerykalizmu, zaś klerykalizm oznacza poddanie sfery publicznej, życia społecznego i politycznego (władza, ustawodawstwo, szkolnictwo publiczne), współkontroli kościoła i wywieranie przez kler przemożnej presji na tą sferę. Zatem antyklerykalizm to pochwała państwa świeckiego i światopoglądowo neutralnego, to zasada konsekwentnego rozdziału kościoła od państwa. I nic ponadto.


Taki antyklerykalizm jest integralną częścią liberalnego światopoglądu. Nie jest zaś jego częścią wrogość wobec kościoła i religii. Obawiam się, że wczorajszy protest Janusza Palikota przed kurią warszawsko-praską przekroczył granicę pomiędzy czystym antyklerykalizmem a emocjonalnie ugruntowaną nienawiścią wobec kościoła i systemowym zwalczaniem go przy każdej okazji.


Palikot bardzo słusznie zareagował na sformułowanie groźby ekskomuniki pod adresem posłów popierających legalność in vitro. Ta groźba była haniebna także już dlatego, że była kłamstwem, a więc grzechem biskupa Hosera przeciwko VIII przykazaniu. Za poparcie, a nawet przeprowadzenie in vitro, ekskomunika nie grozi. Problemem manifestacji Palikota było zapętlenie się w emocjach, przejście od racjonalnych słów słusznej krytyki do łajania i odsądzania od czci za wszystko, jak leci. Robi to fatalne wrażenie politycznego ruchu, którego jedynym celem jest atak na kościół.


Stwierdzenie, iż biskupi ponoszą odpowiedzialność za mord na pracowniku biura PiS w Łodzi jest tak samo nie do przyjęcia, jak sugestie Jarosława Kaczyńskiego, że odpowiada zań czołówka PO. Powiem coś, co wydaje się oczywiste, ale mam wrażenie, że prawie nikt tej wersji interpretacyjnej tego tragicznego zdarzenia nie podejmuje w publicznej debacie. Otóż za morderstwo w Łodzi odpowiada pan Ryszard C.!


Liberalnym na pewno nie jest postulat Palikota, aby księża całkowicie opuścili przestrzeń publiczną. Księżą winni opuścić przestrzeń polityczną, natomiast w szerzej pojętej przestrzeni publicznej mają nienaruszalne prawo przebywać, a odebranie go im byłoby ograniczeniem wolności. Tak samo jak wszyscy inni, mają się oni w tej przestrzeni tylko zachowywać przyzwoicie i zgodnie z regułami współżycia społecznego. Te zaś w państwie neutralnym religijnie zawierają oczekiwanie wobec kleru, że ten samoczynnie powstrzyma się od prób wywierania oddziaływania na decyzje polityczne. Czekam i mam nadzieję, że polski kościół pójdzie niebawem tą drogą. Nadzieje te opieram na pokoleniowej zmianie wśród polskich purpuratów i odejściu pokolenia przyzwyczajonego do wyjątkowej ustępliwości wobec kościoła, jako współzbawcy narodu, tuż po roku 1989.


Palikot raczył powiedzieć, że śmierć pracownika biura PiS, Marka Rosiaka, powinna stać się „fundamentem świeckiego państwa”. Jako liberał i zwolennik świeckiego państwa niniejszym proszę o przyjęcie do wiadomości, że te słowa mnie obrażają. Nie chcę, aby moje idee były ufundowane na czyjejkolwiek śmierci. Idee liberalne tym się właśnie charakteryzowały, że ich autorzy od Johna Locke’a, entuzjasty tolerancji religijnej, przez Alexisa de Tocqueville’a i Johna Stuarta Milla, ojców demokratycznego liberalizmu, po Isaiaha Berlina i Johna Rawlsa, poszukiwaczy recept na pokojowe współżycie ludzi różnych światopoglądów i różnych kultur, pragnęli stworzyć alternatywę dla idei fundowanych na śmierci, wojnie i ludzkiej tragedii. Fundamentem liberalizmu jest życie i poszanowanie wobec nieliberałów. Tego ostatniego Janusz Palikot, raczkujący jako lider potencjalnie liberalnej partii, musi się jeszcze nauczyć.


Palikot czyni ze swojego Ruchu partię jednego tematu i żywi ją wyłącznie złymi emocjami. My, polscy liberałowie, chcielibyśmy czegoś na kształt FDP lub Liberalnych Demokratów. Na razie oferta polega jednak na zmartwychwastaniu Antyklerykalnej Partii Postępu „Racja”. Żenujące i dezawuujące słuszne idee i postulaty.

Czytaj również