Korwin z łatką liberalizmu

Drukuj

Rzadko to robię, być może jest to wręcz pierwszy raz na tym blogu, kiedy odnoszę się do publikacji w znamienitym piśmie „Najwyższy Czas!”, a więc w pisemku środowisk związanych z myślą korwnizmu-mikkizmu w polskiej polityce. Na jego łamach uzyskujemy co tydzień wgląd w prawdziwą równoległą rzeczywistość, jeśli chodzi m.in. o rozumienie liberalizmu. Naturalnie nie oznacza to, że poglądy uznawane tam za liberalizm nie mają z nim nic wspólnego. Wiele argumentów jest bardzo sensownych, a jednak jest to w ogólnym ujęciu rezerwat nurtów liberalnej myśli, które wygasły zasadniczo wraz z zanikiem wpływów na bieg ewolucji myśli liberalnej myślicieli takich jak Herbert Spencer, a zatem w początkach XX wieku.

http://www.flickr.com/photos/garmulewicz/5628533074/sizes/m/in/photostream/

Mniejsza jednak o to, gdyż to oczywiście kwestie otwierające bardzo długą dyskusję, na którą tutaj brak miejsca. W ostatnim numerze pisma znajdujemy artykuł głównego autorytetu korwnizmu-mikkizmu, a więc Janusza Korwin-Mikkego, który stanowi skrótowe spojrzenia na główne elementy programu jego nowego projektu politycznego, który w tym roku wystartuje do boju o nasze głosy – Kongresu Nowej Prawicy. Poglądy są to nienowe i każdy, kto lubi eksplorować polityczną egzotykę, zasadniczo je zna. Do łez rozbawia jednak niewiarygodnie infantylna argumentacja na rzecz niektórych z nich. Dwa przykłady zasługują na wyróżnienie.

Jak wiadomo korwiniści-mikkiści są entuzjastami kary śmierci za najcięższe przestępstwa umyślne. Autor tłumaczy to nie sprawiedliwością czy biblijną zasadą „oko za oko”, z czym jakoś tam można na pewno dyskutować, ale tak oto: „[jeśli] morderca wie, że za mord jest śmierć; jeśli więc mimo to morduje, to znaczy, że chce, byśmy go powiesili – tak samo jak ten, kto wypije litr wódki, chce być odurzony”. Innymi słowy spełniamy życzenie mordercy i to jest głównym argumentem za tą karą. Hm, a może jednak bywa, dzidzisiu, czasem tak, że morderca chce się wywinąć, a nie zawisnąć? Co więcej, może chce wykorzystać tego rodzaju modelową naiwność, aby załatwić od razu dwie osoby, jedną zabijając, a drugą obarczając zbrodnią, np. umieszczając jej materiał DNA na ciele pierwszej ofiary? A co z zasadą, że nieznajomość prawa nie chroni przed karą? Przy tej argumentacji powinna chronić, no bo skoro morderca nie wiedziałby, że za czyn ten grozi kara śmierci, to nie sposób utrzymywać, że chciał by go powiesili. O rety, co teraz?!

Druga sprawa jest jeszcze fajniejsza. Korwiniści-mikkiści marzą o tym, aby na drodze „selekcji naturalnej” naród polski stawał się coraz bardziej doskonały. Stąd ich poparcie dla legalnych narkotyków (argumenta w rodzaju priorytetu wolności indywidualnej nad moralnością społeczną są tu drugorzędne, ważniejsze, aby narkomani się sami wytłukli i opuścili genetic pool narodu). Korwin-Mikke rozpływa się w podziwie dla Żydów i sugeruje, że z punktu widzenia tych, którzy dziś żyją, holokaust był w zasadzie błogosławieństwem. No bo, skoro Żydzi byli poddani polowaniu i eksterminacji, to przeżyli najsilniejsi i najsprytniejsi oraz ich geny. Więc Żyd dziś jest genetycznie wyższej jakości. Niczym sarna, na którą od pokoleń wilki polują, a inaczej niż chroniony żubr, co go nawet myśliwemu ustrzelić nie wolno.

Jeśli dobrze rozumiem, to podobną selekcję korwiniści-mikkiści życzyliby sobie w odniesieniu do narodu polskiego. Faktem jest, że gdyby odstrzelić 80% Polaków, to 1,5% głosujących dziś na UPR starczyłoby na pokonanie progu wyborczego. Dlatego proponuję Kongresowi Nowej Prawicy pójść za ciosem i odważnie, szczerze ująć w oficjalnym programie np. ideę sprowadzenia do Polski, wzorem Kaddafiego, somalijskich czy czadzkich najemników w liczbie 20 000 na okres np. dwóch lat. Otrzymaliby oni harmonogram rajdów zbrojnych na poszczególne miejscowości kraju. Tylko najbardziej sprytni i inteligentni Polacy przeżyliby to zdarzenie i, mimo redukcji liczebności narodu, do np. 20 milionów, za 20-30 lat mielibyśmy wysyp istnie aryjskich Polaków. Oczywiście najemnikom nie wolno byłoby tylko gwałcić Polek. Dlaczego, nie muszę wyjaśniać.

Takie oto badziewie znajduje się na obrzeżach polskiego życia politycznego. Mało mnie boli badziewie o skrajnie lewicowych czy nacjonalistyczno-klerykalnych rysach. Boli mnie gdy ludzie, którym w głowach coś złego się dzieje, sięgają – nawet jeśli tylko częściowo – po label liberalizmu. Ponieważ, mimo wszystkich, czasem bardzo sensownych poglądów na ekonomię, suma sumarum z liberalizmem ich styl myślenia nie ma nic wspólnego.

A w roku 2011 stajemy przed wyborem pomiędzy drętwymi partiami sejmowego oligopolu, które kojarzą się tylko z takimi czy innymi rozczarowaniami, a czymś takim o. SD pokłóciło się wewnętrznie i nie jest w stanie wystartować. PD ciągle topnieje, a jej znane nazwiska już wszystkie są w zasadzie – nieformalnie – w PO. Palikot okazał się politycznym solistą, co jest bez sensu gdy trzeba obsadzić listy w ponad 40 okręgach. PJN się sypie i wręcz manifestuje brak wiary w siebie. Korwin-Mikke zamiast zbudować coś interesującego na kształt amerykańskich libertarian czy belgijskiej listy Dedeckera z wiekiem coraz bardziej brnie w zoologiczno-nacjonalistyczne klimaty z brązowym zabarwieniem. W takim układzie oligopol jest bezalternatywny, a jeden – wiadomo który – z jego elementów zyskuje jednak sporą atrakcyjność przed wyborami.

Czytaj również
  • Quqzar

    Nie przesadzajmy. Nawet Korwin-Mikke nie jest tak naiwny, żeby uważać otrzymanie kary za główne życzenie mordercy. To raczej typowe dla niego zagranie na emocjach, mające na celu zapobiec pojawieniu się ewentualnych bardziej ludzkich odruchów u słuchaczy. Zgadzam się jednak z główną tezą wpisu – to smutne, że liberalny potencjał Korwina-Mikke i jego zwolenników marnuje się na dyskusje o przywróceniu w Polsce monarchii. Jeszcze smutniejsze, że rzetelny liberalizm nie potrafi stworzyć w naszym kraju żadnej politycznie spójnej propozycji – choćby tak niszowej jak KNP. Pozdrawiam

    • Piotr Beniuszys

      Naturalnie. Ja tylko odnosiłem się do konkretnego tekstu na ten temat, który wydał mi się infantylny. JKM i jego partie nie mają wiele wspólnego z liberalizmem współczesnym i tym zestawem idei, które są nam bliskie w Liberte, nie mniej jednak mogłaby to byc o wiele lepsza oferta polityczna niż dziś jest, choćby przez przejęcie projektów prof. Rybińskiego.

      • http://kotwgolebniku.blogspot.com Kot w gołębniku

        Jednak bardziej przychylam się do tego co napisał Quqzar. Z tym że JKM jest po prostu bardziej publicystą niż politykiem. A publicysta – wiadomo, musi dbać o poczytność, więc nieraz coś sobie podkoloryzuje lub puści jakąś kontrowersję. Trzeba też odróżnić jego prywatne, dziwne nieraz, poglądy od poglądów partii i środowisk które wokół niego stoją. A niestety polscy wolnorynkowi liberałowie, konserwatywni liberałowie czy libertarianie zostali praktycznie odizolowani i nie mają kompletnie kogo poprzeć poza UPR/JKM. Choćby chcieli, to alternatywa nie istnieje. Żadna partia w sejmie nie jest de facto liberalna (Ani PO dawno przeistoczone dawno w socjaldemokrację, ani niepewne PJN z p. Jakubiak pozwalającą nam pracować) ani prawie żadna spoza. Gdzieś tam momentami zbliżył się do tego Palikot, dopóki nie zaczął bredzić o dofinansowywaniu tego i owego z budżetu oraz nie poleciał w prymitywny antyklerykalizm. Chyba nikogo nie pominąłem? Jeśli ktoś się brzydzi postępującym socjalizmem, to niestety nie ma za bardzo kogo poprzeć. Każdemu, kto ostro krytykuje JKM i mieni się „liberałem” polecam niech zrobi własne środowisko liberalne, ale ma się rozumieć w wydaniu wolnorynkowym a nie kolejne socjaldemokratyczne bagno jak PO czy SD. Ale niestety jak czytam niektóre teksty na Liberte to zaczynam się zastanawiać, czy tu za liberała niedługo nie zacznie uchodzić Karol Marks…

  • Piotr Beniuszys

    Liberte nie jest liberalne w rozumieniu JKM, UPR, itp., a w rozumieniu partii i polityków wspóltworzących ugrupowania w ramach ALDE/ELDR. Przyjmując Twoje kryteria, w których i PO, i PJN, i SD to „socjaldemokratyczne bagno”, wszystkie partie w Europie, czy to FDP, czy VVD, czy Venstre, są w zasadzie „socjaldemokratycznym bagnem”, tak więc posługujemy się różną terminologią i operujemy na różnych poziomach doktrynerstwa. Dlatego napisałem w tekście o „równoległej rzeczywistości” i H. Spencerze.

    Nie jest tak, że pomiędzy JKM a Karolem Marksem nie ma odcieni pośrednich. Nie jest tak, że każdy, kto nie wielbi JKM musi uważać Marksa za liberała (sic!). Liberałem był, naszym zdaniem, m. in. J.S. Mill, który na nasze poglądy wywiera znaczący wpływ, podobnie jednak jak F.A. von Hayek. Wbrew temu, co ględzi z jednej strony JKM, a z innej ludzie o poglądach podobnych do J. Żakowskiego, synteza Milla i Hayeka jest możliwa, przynosi ciekawe rezultaty, a wręcz opieranie się na jednym z nich przy odrzucaniu drugiego prowadzi na manowce. Jednym z tych manowców jest libertarianizm, który jest utopią nawet w USA. Dobry dla filozofa/publicysty, ale nie dla polityka (stąd słuszna Twoja uwaga o JKM). JKM zaś nie jest nawet libertarianinem, jest jeszcze głębiej w oparach absurdu, ponieważ łączy (niby to) skrajny indywidualizm moralno-etyczny zaczerpnięty od libertarian z tradycyjnym i wstecznym modelem wspólnotowej moralności polskiej, opartej na rygorze i wykluczeniu „odmieńców”, a to po prostu jest bez sensu.

    Pozdrowienia

    • http://kotwgolebniku.blogspot.com Kot w gołębniku

      Skoro dotykasz szerszych tematów, to rozszerzę je również. Tu nie chodzi już o JKM/UPR (który różnymi wyskokami sam wyrzuca się na margines) ale o postepującą mutacje tego co nazywane jest liberalnymi poglądami. Z tego powodu, że słowo to zmieniało swoje znaczenie przez lata powstał właśnie ruch libertariański. Twierdzenie, że cały ruch jest anachroniczny jest bezpodstawne (a może jakieś argumenty?) co najwyżej może dotyczy to niektórych radykalnych skrzydeł (a w każdym szerokim ruchu intelektualnym są takie). Ten ruch będzie wzbierał na sile tym mocniej im mocniej siły będące obecnie u władzy w Ameryce i Europie będą niszczyć indywidualizm człowieka oraz wolny rynek.
      O, to właśnie chyba jest klucz. Zawsze zastanawiałem się na czym polega fenomen współczesnego liberalizmu, który np. zabrania dorosłemu człowiekowi obstawienia meczu w internecie, czy wypalenia skręta albo nakazuje zapinanie pasów w samochodzie. To jest liberalizm nie dla jednostek, ale dla zbiorowości. Tryumf myślenia stadnego. Kolektywny liberalizm. Twoje prawa jednostko są istotne tylko jeśli jesteś członkiem odpowiednio licznej odpowiednio silnej lub odpowiednio wspieranej przez władze grupy. Nie ma żadnych uniwersalnych pryncypiów, żadnego prawa, którego nie można złamać jeśli jest to uzasadnione interesem odpowiedniej grupy. To twoja własność jednostko? Nie ważne, wywłaszczymy cię z niej, bo grupa tego chce i właśnie to przegłosowała.
      To właśnie w odpowiedzi na to powstał ten ruch. Jest on prawie niewidoczny w Europie i w Polsce, ale niesamowicie silny i coraz silniejszy w Ameryce. I zdaje mi się, że główny konflikt ideologiczny w XXI w. będzie dotyczył właśnie tego: więcej indywidualizmu, czy więcej kolektywizmu. Ja obstawiam ten pierwszy, bo do czego doprowadził ten drugi to już widzieliśmy w XXw.

      • Piotr Beniuszys

        Liberalizm się zmieniał, bo zmieniał się świat. Nie ma on wiele współnego ze światem w okolicach 1870 r. Współczesny liberalizm jest paletą opcji różnie rozkładających akcenty. Wspomniane powyżej decyzje polityczne np. o hazardzie są produktem polityki partyjnej, a nie elementem doktryny, takiej czy innej. Ja jako bardzo daleki od liberarianizmu liberał nie popieram zakazu hazardu czy penalizacyjnej polityki antynarkotykowej (sprawa z pasami jest bardziej skomplikowana). W każdym razie wybór polityczny dziś na świecie nie jest zero-jedynkowy, nie ma dwóch skrajnie odmiennych opcji indywidualizmu i kolektywizmu. Opcji jest kilka, a może i kilkanaście. Na pewno nie jest tak, że każda poza libertarianizmem jest jakoś odpowiedzialna za totalitaryzmy XXI w. Ta, często słyszana, teza jest kuriozalna.