List otwarty do prof. Leszka Balcerowicza

Drukuj

Szanowny Panie Profesorze,


z bardzo dużą satysfakcją odebrałem Pańskie wystąpienie przeciwko rządowym planom przeprowadzenia w Polsce swoistej „dereformy” systemu emerytalnego. Niezwykle trafna była Pańska analogia, zestawiająca różnicę pomiędzy realnym pieniądzem, inwestowanym przez OFE w różne mechanizmy rynku finansowego, a zapisanym w księdze dłużnej ZUS przyszłym zobowiązaniem finansowym państwa (które jego rząd jest władny cofnąć) z różnicą pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem. Postępowanie rządu Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego musi razić tym bardziej, że celu zasadniczego, polegającego na redukcji zadłużenia państwa, ta „dereforma” nie osiąga, a tylko zamienia dług jawny na dług ukryty i odkłada obciążenia na czas przyszły, kiedy sytuacja demograficzna naszego kraju prawdopodobnie będzie jeszcze gorsza niż dziś. Pańskie jasne i czytelne wystąpienie było kolejnym z ważnych napomnień pod adresem rządzących, w co wpisuje się także odsłonięcie w Warszawie licznika długu, który najwyraźniej kłuje sumienia członków partii rządzącej.


W tych, delikatnie mówiąc, nietypowych okolicznościach politycznych, to Pan stał się, wraz z grupą współpracowników i kilkunastoma podobnie myślącymi ekspertami od problematyki ekonomicznej i finansowej, – chcąc, nie chcąc – jedyną realną opozycją, jaką w tej chwili posiadamy. Dwie parlamentarne partie opozycyjne już nie tylko nie są zainteresowane prowadzeniem debaty w naprawdę istotnych z punktu widzenia interesów obywateli kwestiach, ale z braku merytorycznych umiejętności swoich liderów, nie są do tego najzwyczajniej zdolne. W rezultacie, stajemy w kontekście nadchodzących wyborów do Sejmu i Senatu wobec sytuacji, w której nie ma żadnej realnej alternatywy dla sprawującej obecnie władzę ekipy, żadnej kontrpropozycji w istotnych obszarach polityki.


Piszę do Pana jako dość młody człowiek, który przed nieco ponad 10 lat temu po raz pierwszy zaangażował się w politykę – w partii, której wówczas był Pan przewodniczącym. Był to niezły czas w kontekście politycznej reprezentacji liberalizmu na polskiej scenie politycznej. W każdym razie na pewno lepszy od wszystkiego, z czym mieliśmy do czynienia w następnej dekadzie. Zdaję sobie sprawę, że wielokrotnie deklarował Pan swoją przyszłą misję w życiu publicznym jako misję edukacji i kształtowania postaw wyborców z pozycji pozapartyjnego eksperta.


Deklarując to, nie mógł się Pan jednak spodziewać, że nastanie czas taki, kiedy będzie Pan jedyną wiarygodną opozycją wobec rządu, który zawiódł nadzieje i prowadzi nieudolną politykę i to mimo braku poselskiego mandatu czy piastowania innego państwowego stanowiska. Niekiedy czasy i wymóg chwili, ale przede wszystkim potrzeba pomocy współobywatelom, zmuszają nas do rewizji naszych, dobrze pojętych planów.


Z tego powodu kieruję do Pana apel o utworzenie i stanięcie osobiście na czele nowej liberalnej partii w centrum polskiej sceny politycznej. Niech partia ta wystawi Pana jako kandydata na premiera Polski i stworzy alternatywną wizję reformowania finansów państwa polskiego. Dzięki temu debata publiczna zostanie skierowana ku rzeczywiście ważnym problemom, a Polki i Polacy uzyskają szansę dokonania realnego, nie pozornego wyboru. Wyboru pomiędzy dwoma przeciwstawnymi wizjami rozwoju kraju w rozpoczynającym się dziesięcioleciu.

Piotr Beniuszys

Liberté!

Czytaj również
  • Paweł Luty

    Podpisuję się obiema rękami!!!

  • twiti

    Ja również

  • jezusie

    Boze, co to za brednie.
    Gdyby – nie daj boze – Balcer rzadzil gospodarka swiatowa, to jego dogmatyzm i fanatyzm ekonomiczny doprowadzilby do katastrofy finansowej nieznanej w dziejach ludzkosci.

    I glowna ofiara byliby wlasnie tacy socjolodzy – ale skad oni biedni maja o tym widziec. Niech dalej sobie pisza w spokoju i ciszy hehe

    • Piotr Beniuszys

      Abstrahując od tego, dlaczego to mają być „brednie” (w końcu, jeśli komuś wizja partii z Balcerowiczem na czele się nie podoba, to może na nią nie zagłosować i popierać dalej zusolubów z PO, co nie znaczy, że apel osoby, która zagłosować by chciała, musi określać jako „brednie”), to byłbym ciekaw dlaczego akurat socjologowie byliby „główną ofiarą” polityki Balcerowicza. Nie wykonuję co prawda tego zawodu, ale teza jest dość oryginalna, więc chętnie poznałbym jej rozwinięcie. :)

      • Marek

        Podpisuję się jako niepraktykujący socjolog i czekam na decyzję prof.Balcerowicza.Może już dosyć eksperymentów z populoliberalizmem PO.

  • Minister :-)

    A ja podpisuje się obiema rękami i obiema nogami! :-D

  • http://reklamisko.com Tony

    Rozumiem argumenty merytoryczne, jednak uważam, że siła tego dla mnie niewątpliwego autorytetu w Polsce jest zbyt słaba. Angażując się w przepychankę polityczną pan Balcerowicz musiałby czasem zrównać do niskiego poziomu dzisiejszej debaty, a spodziewany wynik wyborczy ostatecznie pogrążyłby jego jako osobę mającą wpływ na politykę – podobnie, jak stało się w wypadku Wałęsy, który uparcie kandydował w wyborach, dopiero wynik w okolicach 1% uświadomił mu, że należy już sobie odpuścić.

    Poza tym szkoda tak wybitnego ekonomicznego umysłu do obowiązków twórcy partii politycznej. On powinien zajmować się swoją działką, być prezesem NBP lub ministrem gospodarki. To, że aktualnie jego talenty wykorzystywane są na forum europejskim dowodzi, że jako naród nie potrafimy wykorzystać jego talentów.

  • jezusie

    To chyba proste.
    Przy tej sklali krachu, ktora zafundowalby nam Balcerowicz, czy tez bardziej precyzyjnie – jego fanatyzm ekonomiczny(poczytaj sobie, co on gadal w pierwszych miesiacach kryzysu o potrzebach redukcji deficuty wlasnie teraz), praca socjologow i tym podobnych humanistow, byla by tak ludzia potrzebna, jak rybie recznik.

    A co do calego placzu o pieniadze z OFE – skoro to sa Twoje pieniadze, ktore ktos Ci kradnie, to idz do OFE i je wyplac hehe. Albo poczytaj o tym, czy ktokolwiek moze je po tobie odziedziczyc.

    Balcerowicz na 100% nie jest panaceum na to, ze emerytury nasze pokolenie nie zobaczy, albo zobaczy ja w wysokosci 20-30% ostatnich zarobkow.
    A co do samego cudotworstwa Balcerowicza, to proponuje poczytac o jego prognozach z poczatku lat 90 i jak sie one spradzily w dlugim terminie, czyli 10 letnim. Poczytajcie sobie jakie mialo byc bezrobocie, inflacja itp, a jakie bylo rzeczywiste.

    Ehh….

    • Piotr Beniuszys

      Aha, ok, rzeczywiście, jak będzie rewolucja, to intelektualiści pójdą w odstawkę.

      Fakt, że nie mogę pieniędzy w II filarze wypłacić, nie znaczy, że nie są moje. Mogę je przenieść do innego OFE, jeśli praca obecnego mi się nie podoba. Gdyby ustawę poprawić miałbym też wpływ na strategię ich inwestowania, a gdyby banchmarkami wymusić na OFE realną konkurencję, to moja decyzja miałaby rynkowe znaczenie i skłaniała OFE do wzmożonych wysiłków do wypracowania mi większego zysku. W ZUS natomiast nie mam żadnych pieniędzy. Tylko miraż.

      20-30% ostatnich zarobków za 40 lat to nie będzie źle, o ile rzeczywiście będziemy mieli spory wzrost PKB i siła nabywcza tych pensji będzie wyraźnie większa niż dziś. O siebie akurat się mniej martwię, ponieważ mam III filar, dodatkowo inwestuję na własną rękę i nie zamierzam, jak Bóg da, iść na emeryturę przed 70-tką. ;)

      • Piotrek

        Tutaj widzę poparcie dla ingerencji w wolny rynek w postaci zakazu wypłaty pieniędzy z OFE.

        • Piotr Beniuszys

          Jak napisałem w jednym z poniższych komentarzy, z ideowego punktu widzenia najlepiej byłoby, gdyby w przyszłości cały system emerytalny stanowił III filar, a więc dobrowolne oszczędzanie. Jednak w praktyce nie jest to możliwe. Skończyłoby się to tak, że większość by nie zabezpieczyła sobie środków na starość i – za pomocą demokratycznych mechanizmów politycznych – zmusiła resztę społeczeństwa do wypłaty im tak czy inaczej nazywanego świadczenia, które byłoby państwową emeryturą. Stoję więc na stanowisku, że obowiązkowe ubezpieczenie emerytalne jest konieczne, jeśli chcemy, aby każdy odkładał kapitał dla siebie. Oparte na liberalnej idei wezwania do rezygnacji z przymusowych ubezpieczeń, prowadzą w praktyce do łupienia jednych przez państwo, aby utrzymać drugich.

  • jezusie

    Aha, czyli fakt, ze nie mozesz swoja wlasnoscia dysponowac, nie jest dla Ciebie przeszkoda do tego, by uznac, ze nie jest Twoja, tak? To faktycznie ciekawe podejscie do tematu. Moze przekaz mi swoj samochod. Ja go bede uzytkowal, ale ty zachowasz – oczywiscie – prawo do tego, by decydowac, gdzie ja mam go parkowac. Wezme tez oczywiscie za ta usluge drobna oplate manipulacyjna, tego tlumaczyc nie musze.

    Zlec jeszcze dzis swojemu OFE, by przelalo pieniadze do innego, by lepiej i doglebniej napawac sie swoja wlasnoscia. Tylko uwazaj na drodze, bo jak – nie daj boze – wypadek sie zdarzy, albo jakies zle chorobsko, to pieniadze przepadna – nawet te, ktore tak fajnie i dzielnie przelewales bo benchmark wskazywal na to, ze w tym nowym jest lepiej.

    Co do stopy zastapienia. Jezeli ty uwazasz, ze wysokosc 20-30% jest na poziomie „nie bedzie zle”, to nie wiesz o czym piszesz.

    • Piotr Beniuszys

      Porównanie z samochodem bez sensu. Alternatywą dla OFE nie jest bowiem to, że te pieniądze dostanę do ręki i do pełnej dyspozycji, tylko to że pochłonie i wyda je ZUS. Jeśli taką mam alternatywę, to wolę częściową możliwość dysponowania środkami w OFE niż zerową w ZUS. Naturalnie, gdyby istniała opcja trzecia, dostaję całość składki emerytalnej do ręki i sam nimi dysponuję, to bym ją wybrał. Pod takim jednak warunkiem, że nie będę musiał utrzymywać na starość tych, którzy dostawszy swoje składki do ręki je przetracili, zamiast się zabezpieczyć. Ponieważ zaś w warunkach demokracji nie ma możliwości zagwaantowania, że tak się nie stanie, wolę system w rodzaju OFE, co nie znaczy, że nie ma on wad.

      Argument, o tym, iż za 30 lat 20-30% ówczesnych pensji będzie mieć większą siłę nabywczą w odniesieniu do poziomu cen niż 60% pensji dzisiejszych zawiera słynny list Michała Boniego do autorów reformy z 1999 r. Może Boni nie wie o czym pisze. To pytanie do niego. W każdym razie ocena wysokości świadczenia ma sens w kontekście jego siły nabywczej na rynku, a nie w porównaniu do innych świadczeń.

  • Dlaebookazakladam

    Gdyby prof. miał czytać wszystkie listy otwarte skierowane do niego a publikowane na blogach to dostałby chyba białej gorączki. Ciekawe ile z tych listów doczekało się jego odpowiedzi ;)

  • http://listonic.pl Kamil Janiszewski

    Jest i moje poparcie.

  • http://kotwgolebniku.blogspot.com Kot w gołębniku

    Nie ma kompletnie sensu kłócić się o to czy do OFE trafia 1% pieniędzy, czy 10, a ile trafia do ZUSu. Dla ubezpieczonych to praktycznie bez znaczenia. Ten system może uzdrowić wyłącznie zmiana ubezpieczeń na dobrowolne. Dodatkiem byłby niewielki (niewielki piszę!) zasiłek równy dla wszystkich po ukończeniu dajmy na to 70 roku życia finansowany z podatków. Wypłaty dla obecnych emerytów: podatki + wpływy z prywatyzacji.
    Im później się taki system wprowadzi tym będzie trudniej, ale i tak kiedyś będzie musiał być wprowadzony, co najwyżej w wyniku bankructwa rządu i dużego kryzysu jeśli będzie się zwlekać za długo.
    Cała reszta to bezcelowe bicie piany. Dopóki nie mogę swobodnie dysponować pieniędzmi nie traktuję ich jak swoich, a dopóki nie są moje jest mi wszystko jedno czy kradnie je ZUS czy OFE.
    Na miejscu rządu nie liczyłbym też specjalnie na rozwój III filaru. Polacy nie są tak naiwni i zdają sobie sprawę, że wystarczy jedna ustawa i pieniądze w III filarze nie będą ich. Więcej uczestników niż obecnie już tam nie będzie (obecnie chyba tylko programy pracownicze w dużych firmach napędzają jakikolwiek ruch w III filarze).

    • Piotr Beniuszys

      Bardzo chętnie bym to poparł. Ale nie mogę, bo wiem, że realna polityka przy wyborze tego wariantu wyglądałaby tak: znacząca liczebnie ergo wpływowa w wyborach grupa nacisku złożona z kilku milionów ludzi starych, którzy na starość nic nie odłożyli i znaleźli się w sytuacji egzystancjalnej nędzy oraz ich bliscy i przyjaciele wybraliby do rządenia partię, która zmieniłaby ten system i przyznała dodatkowe zasiłki finansowane z publicznych pieniędzy, W efekcie, ci którzy pracując odejmowali sobie od ust i odkładali, jak i ci, którzy tego nie czynili, żyliby na starość na podobnym poziomie, drudzy kosztem pierwszych.

      • http://kotwgolebniku.blogspot.com Kot w gołębniku

        No ja na szczęście realną polityką nie muszę się zajmować i mogę pisać jak POWINNO BYĆ :) A od tego mam polityków aby zmierzali w tym kierunku, choćby drobnymi krokami. A poza tym 100 razy wolę aby partia którą popieram zrealizowała program który popieram i przegrała wybory niż nie robiła nic i wygrała je. Niestety politycy wolą to drugie, no bo wie Pan, te stołki…

        • Piotr Beniuszys

          Nie do końca się zrozumieliśmy. Pisząc „realna polityka” nie miałem na myśli tego, że wprowadzenie w życie Twojej propozycji byłoby politycznie niemożliwe (inna sprawa, że zapewne by było). Chodziło mi o to, że gdyby ją wprowadzić, efekt byłby – po kilkunastu, najpóźniej kilkudziesięciu latach – odwrotny od zamierzonego. Ludzie, którzy nie oszczędziliby na starość we własnym zakresie i byliby zmuszeni żyć na bardzo niskim poziomie po zakończeniu zawodowej aktywności, wymusiliby na politykach wprowadzenie nowego rodzju „zasiłku”, „dodatku specjalnego” czy czegoś takiego do swoich minimalnych emerytur. Finansowaliby to pozostali podatnicy, zwiększonymi daninami. To chyba nie byłoby dobrze?

  • Wojtek

    Kot w gołębniku trafia w sedno. Może wreszcie przestaniemy nazywać daninę czyli podatek płacony do ZUS-u czy OFE składką? Może po prostu ustalmy ile potrzeba na emerytury państwowe i pobierajmy od każdego pracującego podatek emerytalny, korygowany co roku wg potrzeb. Obsługa prosta, niewymagająca w dobie komputeryzacji zbyt wielu pracowników i stosunkowo tania. Co każdy zrobi z zaoszczędzonymi w ten sposób pięniędzmi – jego sprawa. Może nauczmy się wreszcie brać odpowiedzialność za swój los.

    • Paweł Lenartowicz

      obsługa wcale by nie była prosta

      emerytury jest to sprawa która wymaga rozwiązań systemowych
      i to nie tylko decyzji by przenieść ciężar emerytur z zusu do OFE, bo te wymagają praktycznie płacenia za emerytury obecne, ale także dostosowania emerytur do uwarunkowań demograficznych, dzisiaj nie ma problemu by nauczyciele, policjanci etc. pracowali do 70 roku życia, a na emeryturę odchodzą w wieku 40

      te zmiany są dużo bardziej korzystniejsze od całych ofe itp. ale ich polityczny koszt wprowadzenia jest ogromny

  • Gall anonim

    Nie no co za brednie. Najlepsze jest te oburzanie się o ten rachunek ZUS, że niby pieniądze wirtualne, od razu wydawane i są to tylko puste zapisy. A jak OFE inwestują większość tego co dostaną w obligacje państwowe (czyli rownież obietnice ich spłaty z odsetkami w przyszłości) to przecież państwo te pieniądze też od razu wydaje na bieżące wydatki. I oczywiście to już jest coś kompletnie innego, mądrego i jeszcze OFE pobiera za tą „inwestycję” prowizję. Perfekcyjny wolny rynek. I co z tego że za te 30 lat i państwo gwarantuje tak samo ten rachunek w ZUSie jak i te obligacje co kupuje OFE. Zresztą każde państwo ma wyższy rating wiarygodności niźli nawet najlepszy i i genialnie zarządzany fundusz emerytalny. Najprostsza ekonomia sie kłania. Przecież jednymi z najpewniejszych papierów wartościowych są właśnie obligacje skarbowe, a kto je gwarantuje jak nie te zobrzydzone i gardzone tak panstwo? Waloryzowanie skladek na koncie w ZUSie jest zdecydowanie mądrzejsze niż robienie tego samego procederu „na około” i jeszcze dając prowizję dla OFE. Wystarczy sobie skalkulować – daje sto złotych składki z czego 3,5 Zł idzie z góry dla OFE nieważne jak zarządzane 4 zł zżera inflacja, więc żeby wyjść na ZERO stopa zwrotu ze składki musi wynosić conajmniej 7,5% co może jest wykonalne (choć wcale nie pewne) w okresie hossy ale w okresie bessy wręcz niemożliwe.
    Szkoda mi sie nad tym rozwodzić. Najlepsze ze taki Balcerowicz nasmiewa sie z populistów a sam stosuje populizm w najgorszym wydaniu gadając jakieś głupoty o „umowie społecznej”, której nikt z nikim nie zawierał (no chyba że idąc tym tropem mundurówek nie ma co ruszać w końcu też umowa społeczna) albo ze rząd kradnie „nasze pieniadze”. Ech szkoda słów, dziwie sie tylko, że wielu się na to łapie.

    • Piotr Beniuszys

      „jak OFE inwestują większość tego co dostaną w obligacje państwowe (czyli rownież obietnice ich spłaty z odsetkami w przyszłości) to przecież państwo te pieniądze też od razu wydaje na bieżące wydatki.”

      Ale mój płatnik OFE ma w ręku papiery wartościowe, a płatnik ZUS nie ma w ręku nic.

      „I co z tego że za te 30 lat i państwo gwarantuje tak samo ten rachunek w ZUSie jak i te obligacje co kupuje OFE.”

      Tak samo? Pan raczy żartować. Aby się wykręcić z zobowiązań ZUS, wystarczy, że rząd zmieni prawo swoją większością w Sejmie i uchwali, że mam w ZUS, dajmy na to, o 4/5 mniej niż według wcześniejszych wyliczeń. Wykręcić się ze spłaty obligacji jest jednak o wiele trudniej – trzeba ogłosić niewypłacalność całego państwa i zgodzić się na to, co dziś dzieje się z Grecją. Albo psuć monetę, ale po wejściu do euro tej możliwości nie będzie.

      „Zresztą każde państwo ma wyższy rating wiarygodności niźli nawet najlepszy i i genialnie zarządzany fundusz emerytalny.”

      Pan to pisze serio? W dzisiejszych czasach? Olaboga…

      „Szkoda mi sie nad tym rozwodzić.”

      Tu się zgadzamy.

  • Gall anonim

    „Ale mój płatnik OFE ma w ręku papiery wartościowe, a płatnik ZUS nie ma w ręku nic.”

    Niezrozumiałą dla mnie figura retoryczna. Płatnik nic nie ma w ręku niezależnie, czy chodzi o ZUS, czy o OFE. To OFE ma te pieniądze tak samo, jak jak ma je ZUS. I w obu przypadkach są to wirtualne zapisy, bo przecież OFE nie trzyma tych pieniędzy w skarpecie do wypłaty emerytury, no bądźmy poważni :) A jak OFE upadnie to gwarantem jest państwo a nie co dziwne odwrotnie.

    „Tak samo? Pan raczy żartować. Aby się wykręcić z zobowiązań ZUS, wystarczy, że rząd zmieni prawo swoją większością w Sejmie i uchwali, że mam w ZUS, dajmy na to, o 4/5 mniej niż według wcześniejszych wyliczeń. Wykręcić się ze spłaty obligacji jest jednak o wiele trudniej – trzeba ogłosić niewypłacalność całego państwa i zgodzić się na to, co dziś dzieje się z Grecją. Albo psuć monetę, ale po wejściu do euro tej możliwości nie będzie.”

    Po pierwsze rząd, który by się czegoś takiego podjął byłby samobójcą. Jeżeli już by miał sięgać po tego typu środki to niewypłacalność musiałaby wisieć w powietrzu. Społecznie byłoby to całkowicie nieakceptowalne, no ale teoryzować to sobie można. Zresztą są dwa warianty:

    1. Płatnik płaci pieniądze – ZUS – bieżace emerytury

    2. Płatnik płaci pieniądze – OFE – prowizja – 60% kupno obligacji – pieniądze idą do rządu – bieżące emerytury

    Nie widzę najmniejszego celu stosowania drugiego wariantu, jeżeli efekt jest ten sam co w pierwszym. Jeżeli rzeczywiście by doszło do sytuacji, że naprawde rząd by nie był w stanie wypłacać emerytur to tak samo by nie był w stanie spłacać obligacji.

    „„Zresztą każde państwo ma wyższy rating wiarygodności niźli nawet najlepszy i i genialnie zarządzany fundusz emerytalny.”

    Pan to pisze serio? W dzisiejszych czasach? Olaboga…”

    No jeżeli wg Pana wyższy rating i wiarygodność mają instytucje finansowe niźli państwo to niech mi Pan wyjaśni czemu odsetki z obligacji korporacyjnych, czy też jakichkolwiek innych papierów wartościowych mają wyższe oprocentowanie (które jest jak przecież wiemy premią za ryzyko) niźli te rzekomo niebezpieczne obligacje skarbowe. Pańska wypowiedź sugeruje pewną dość niepokojącą teze, że wolny rynek (który jak wiemy wedle doktryny liberalnej jest doskonałym sędzią) sie myli i wycenia wyżej wiarygodność państwa niźli instytucji finansowych. No dziwnie sie utarło, że właśnie obligacje skarbowe (oczywiście normalnych krajów) są najbezpieczniejszymi papierami wartościowymi, a je, o zgrozo gwarantuje przecież te wredne państwo, które nie jest warte funta kłaków.

    • Piotr Beniuszys

      Tekst, który komentujemy i cała debata o OFE są już dość nieaktualne, sprawa skończyła się w zły – z mojego punktu widzenia – sposób, dlatego przyznam, że niechętnie wracam do wałkowania tych samych argumentów.
      Ale dobrze:
      1. Dziwię się, że osoba o tak dużym deklarowanym zaufaniu do instytucji państwa, uważa różnicę pomiędzy posiadaniem papieru wartościowego (obligacji) tegoż państwa a nieposiadaniem żadnych commodities, a jedynie księgowym zapisem w systemie komputerowym, za „figurę retoryczną”. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Dostrzegam tu niekonsekwencję w Pańskim toku myślenia. Może to jednak ja mam więcej zaufania do państwa?

      2. „Społecznie byłoby to całkowicie nieakceptowalne, no ale teoryzować to sobie można.”
      Można i trzeba. Ja na emeryturę – jeśli dożyję – przejdę za prawie 40 lat, bo dziś mam 32. Pan wie, co za 40 lat będzie społecznie akceptowalne i możliwe do przeprowadzenia w trybie decydowania politycznego? Ja nie wiem, dlatego teoretyzuję i zakładam możliwość wystąpienia najczarniejszego scenariusza. Obecne wydarzenia do tego, niestety skłaniają. W ciągu najbliższych lat w Europe zbankrutuje 3-5 państw. Narastanie polskiego długu publicznego dotąd było zastraszające, a obecny rząd pokazał przez 4 lata całkowitą niezdolność do reform finansów publicznych. Obawiam się więc, że w ciągu 4 dekad, także Polska może zbankrutować. Wówczas jakiś „mąż stanu” poprosi naród o „krew, pot i łzy” i zmieni ustawę o ZUS. Jest Pan w stanie wykluczyć taki obrót spraw w tak odległej perspektywie, jak 40 lat?

      3. Nie przyjmuję całej tej krytyki w związku z kupowaniem przez OFE obligacji. To prawo zmuszało OFE do ich zakupu. Zgadzam się, że prawo to było złe. OFE, a raczej ich klienci, powinni mieć pełną swobodę w kształtowaniu portfela inwestycyjnego i sami dobierać jaką część środków przeznaczyć na akcje dużych firm, jaką na MŚP, jaką na obligacje, jaką – nie wiem – zainwestować w złoto, ropę, opcje, derywaty, etc, etc. Nie jest tak w każdym razie, kit ten wciskał nam Rostowski, że państwo było zmuszone do wyższego zadłużania się, bo OFE kupowały obligacje. Państwo te obligacje musiało tak czy siak wyemitować, ponieważ miało tak wielkie zapotrzebowania dłużne. Zmuszając prawem OFE do zakupu akcji, wygodnie gwarantowało sobie zbyt na część obligacji.

      4. „No jeżeli wg Pana wyższy rating i wiarygodność mają instytucje finansowe niźli państwo to niech mi Pan wyjaśni czemu odsetki z obligacji korporacyjnych, czy też jakichkolwiek innych papierów wartościowych mają wyższe oprocentowanie”

      Miałem na myśli to, że dziś na świecie mamy państwa, których rating jest „śmieciowy”. A więc nie „każde państwo ma wyższy rating wiarygodności niż (…) fundusz emerytalny”. Odsetki od prywatnych papierów są wyższe, ponieważ wyższe jest ryzyko inwestowania. Państwa pożyczonymi pieniędzmi nie grają na giełdzie. To raz. Dwa – państwa nie mogą upaść, nawet jeśli zbankrutują. Jedynym ryzykiem jest więc ewentualnie restrukturyzacja długu. To mniejsze ryzyko niż utrata 100% inwestowanych środków. Trzy – obligacje są w różny sposób uprzywilejowane na rynku papierów wartościowych, ich zakup ułatwia prawo, które jest stanowione przez podmiot zainteresowany łatwym zbywaniem obligacji, czyli państwo.

  • Gall anonim

    1. Ja wcale nie mam wielkiego zaufania do państwa, wręcz przeciwnie :) Jednak w tym przypadku zarówno obligacje jak i zapisy w ZUSie gwarantuje ten sam podmiot tj. państwo.
    Nie oszukujmy się – w OFE Pańskie pieniądze to też jest zapis elektroniczny bo równie dobrze mogą siedzieć w akcjach dużych spółek, jak i w jakichś papierach śmieciowych, jakby nie było są przecież wirtualne a nie w sejfie w siedzibie OFE (Instytucje finansowe również po ostatnim kryzysie nie cieszą się znakomitą renomą). Myli Pan podstawową kwestię, bo Pan nie dysponuje żadnym papierem wartościowym, tylko OFE nim dysponuje jak sobie chce. Więc z punktu widzenia Pana, nie ma Pan nic poza rachunkiem wirtualnym nieważne czy w ZUSie czy też OFE.

    2. Widzi Pan, jeżeli gdybamy na takim poziomie to przecież, nawet jakby cała składka szła na OFE to przecież za 20 lat może znaleźć sie ktoś kto będzie chciał, żeby cała składka szła do budżetu i to przecież też może zrobić i jeżeli będzie miał odpowiednie zaplecze nic go przed tym nie powstrzyma. Zreszta ja wierze, że jeżeli w okresie burzliwych i niespokojnych, nacechowanym populizmem ostatnich latach, nie doszło do takich sytuacji, to w ciągu najbliższych 20tu myśle że tym bardziej nie dojdzie, zwłaszcza, że społeczeństwo obywatelskie dojrzewa i staje się bardziej świadome wielu spraw, które jeszcze pare lat temu pozwoliloby sobie łatwo wmówić.

    3. Zgadza się, że prawo jest złe ale z drugiej strony świadomych inwestorów jest może z 0,1% społeczeństwa, a ludzi, którzy mają zielone pojęcie o finansach to może maks. 5%. I wszystkim ludziom by pan dał konstruować swój własny portfel? Dość ryzykowna teza. Ponadto część tych środków powinna być ulokowana w bezpiecznych papierach, w końcu to emerytury, a nie jakieś tam wolne środki, które można stracić. I w tym momencie obligacje skarbowe wydają się najrozsądniejszym rozwiązaniem tylko po cholere robić to na około, pomniejszać o prowizję dla OFE jak można to zostawić na rachunku państwowym i tylko waloryzować co roku (ekwiwalent odsetek od obligacji)?

    4.Tu sie zgadzamy.

    Ponadto prosze mi wyjaśnić, czy OFE jest tak naprawdę takie rentowne? Przecież na starcie tracimy 3,5%. Żeby odzyskać z inwestycji te 3,5% to np. ze stu złotych wzrost musiałby wynieść conajmniej 3,63%, zeby wyjśćna zero. Do tego dochodzi inflacja 4-5%. Tak więc, żeby realnie nie stracić (już nie mówie o zarobku) OFE musi mieć stopę zwrotu na poziomie 7,63-8,63% co wg mnie wcale nie jest niskim pułapem. Do tego mając 60% w obligacjach i doliczając, że OFE inwestują zarówno w hossie i bessie, czy wg Pana jest to takie opłacalne?

    No i jak skomentuje Pan np. taki artykuł:

    http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/432298,ofe_przez_ostatnie_10_lat_zarobily_dla_nas_mniej_niz_zus.html

    • Piotr Beniuszys

      1. Owszem, oba zobowiązania gwarantuje ten sam podmiot, ale, jak starałem się wykazać, poziom zabezpieczenia gwarancji jest różny – w przypadku pogłębiającego się kryzysu rząd najpierw zmieniłby ustawę o systemie emerytalnym, a dopiero później, będąc absolutnie pod ścianą, ogłosił, że nie wykupi obligacji. Z prostego powodu – to pierwsze nikogo poza granicami kraju w zasadzie nie obchodzi, to drugie to już afera międzynarodowa. Gdy mam obligacje, polityk rządzący Polską nie może skrzywdzić mnie, nie wkurzając równocześnie poważnych instytucji finansowych, które kupują stale jego obligacje i finansują mu de facto polityczną karierę. Gdy mam zapis w ZUS, polityk może zrobić mi dowolne kuku, a jedyną moją bronią jest kartka wyborcza, której słabość we współczesnej demokracji jest dość oczywista.
      Bardzo dobrze, że środki OFE nie leżą w sejfie, tylko są inwestowane. W sejfie sam mógłby je trzymać. Są one tam i prowizję płacę za to, aby OFE pomnożyły te środki jak najlepiej. W odniesieniu do punktu 4 – w ciągu 1 roku uzyskanie zwrotu w postaci 7-9% (szczególnie ostatnio) jest bardzo trudne. Ale na emeryturę odkładamy 35-45 lat. W takim okresie można liczyć na bardzo wysoką rentowność, dzięki akumulacji środków i wzrostowi kapitału bazowego.
      Nie ma znaczenia czy ja dysponuję papierem wartościowym czy OFE. Gdy kupuję udziały w funduszu inwestycyjnym, to bezpośrednio też nie mam akcji. Problem z polskim systemem OFE – i to nadawało się do reformy – polegał na braku realnej konkurencji pomiędzy OFE oraz na braku rynkowych benchmarków. Przez to OFE próbowały uśredniać swoje wyniki i konkurencja pomiędzy nimi słabo działała. Gdyby była konkurencja oraz pełna swoboda kreowania portfela, to słabe OFE możnaby realnie karać przenosząc się do konkurencji, zaś dobre OFE słusznie pobierałyby prowizję za dobrą robotę.

      2. Pewnie, że tak. To jest wręcz więcej niż pewne, że „ktoś” przeniesie całą składkę z OFE do budżetu (ZUS). I to wcale nie za 20 lat. Będzie to rząd Tuska w latach 2012-15… :( I nic ich nie powstrzyma. Chyba że Michał Boni będzie miał taką moc. Ostatnia nadzieja.

      3. To dla mnie żaden argument. Nie jestem Korwinem-Mikke, który jest przeciwko w ogóle jakiemukolwiek systemowi obowiązkowego składania się na emeryturę na zasadzie, „kto nie odłoży sobie na starość złota, niech żebrze pod kościołami”, ale jeśli ktoś nie potrafi zarządzać swoimi środkami w OFE, to trudno. Nie brak publikacji w rodzaju „Inwestowanie dla idiotów”, można poczytać i czegoś się dowiedzieć. Większość ludzi nie tyle, co by nie potrafiła, co się jej nie chce. Skoro zaś się nie chce, to niech słuchają choć dobrych rad. Skoro zaś i tego nie chcą robić, to niech zdadzą się na zasadę złotego środka i inwestują standardową strategią o uśrednionym ryzyku. W najgorszym razie: minimalna emerytura z I filara. Jestem pewien, że gdyby do ludzi dotarło, że trzeba samamu się trochę postarać, aby mieć na starość w miarę sensowną emeryturę, to mielibyśmy wysyp ekspertów giełdowych. Rzecz w tym, że ludzie przyzwyczaili się do kurateli i sądzą, że życie jest przedszkolem.

      Ostatnie 10 lat nie były typowe jeśli chodzi o wyniki giełdy – chyba się Pan zgodzi. Owszem, może będzie tak, ze system kapitalistyczny padnie (szczególnie jeśli będą przy nim dalej majsterkować). Jednak prawdopodobieństwo, że po obecnych kryzysach, kolejne 2-3 dekady będą dobre, jest duże. Czasokres 35-45 lat daje dość duże bezpieczeństwo inwestycji. Oczywiście zagrożeniem jest trafienie na głęboką bessę w ostatnich latach przed emeryturą. I właśnie dla osób w wieku przedemerytalnym byłyby asekuracyjne strategie OFE, oparte na obligacjach, ale też i inwestycjach w commodities powolnie zmieniających wartość. Dziś, być może – nie jestem ekspertem – byłoby to złoto.
      BTW, OFE poniosły spore straty, ponieważ prawo sztywnie narzuca im ile obligacji, a ile akcji muszą mieć w portfelach, co jest absurdem. W czasie bessy powinny móc kupować więcej obligacji. Zwiększony popyt na obligacje to coś, co obecnie każde państwo sobie powinno cenić…

  • Akerbuz

    Balcerowicz od lat 20 rozminął się ze światową teorią ekonomiczną i jako mantrę powtarza : prywatyzować, prywatyzować, prywatyzować… Problemy ze szkolnictwem ? prywatyzować, prywatyzować, prywatyzować. Problemy ze służbą zdrowia? prywatyzować, prywatyzować, prywatyzować. Ciekawe jest to, że Profesor sporo czasu spędza w kraju, gdzie na edukacje przestaje się patrzeć jako na biznes a zaczyna jako na inwestycje. Owszem, wiele uniwersytetów jest prywatnych ale od lat 70. rząd zrozumiał, że państwo musi aktywnie wspierać edukację grubymi miliardami dolarów. To jest właśnie dogmatyzm – nie weryfikowanie swoich poglądów pod względem praktyki.
    OFE kupując obligacje pobierało ogromne prowizje od składek – większe niż ZUS. Okazało się, że prywatne OFE mają większe koszty działania niż krytykowany ZUS. Kto miał płacić za tę różnicę? Państwo i płatnik, solidarnie. Kto zyskiwał? OFE, które wcale nie rozkręcały naszej giełdy.
    Dogmatyzm Profesora objawia się tym, że nawet nie umie wytłumaczyć, dlaczego krytykuje zadłużanie i jednocześnie jest największym przeciwnikiem reformy, której skutki to zmniejszenie długu państwa. Jeżeli państwo zbankrutuje to i tak nie spłaci obligacji, więc OFE zostałoby na lodzie.

  • Piotr Beniuszys

    „reformy, której skutki to zmniejszenie długu państwa”

    Błagam, litości!!! :(

  • Krzysiek

    Ta pańska wolność (jestem od Pana młodszy) oznacza 1050 zł haraczu płaconego przez przedsiębiorcę w postaci przymusowej składki na ZUS oraz 40% podatkiem. Między innymi Pana guru Balcerowicz wprowadzał te rozwiązania gospodarcze (mam na myśli przymusowy ZUS i podatki). Nie pomyślał o stworzeniu funduszu prywatyzacyjnego, z którego w przyszłości mogłyby być wypacane pieniądze dla przyszłych emerytów. Tzw. komuna była przy tym szczytem liberalizmu i trzeba być ślepym żeby tego nie dostrzec. Oczywiście dla tych, którzy żyją z pieniędzy publicznych są to grube czasy. Przykładowo komendant policji ma dziś koło 10 tys pensji, a kiedyś to miał jakieś grosze… Może i przedsiębiorcy za komuny byli ośmieszani, pogardzani (nazywano ich badylarzami i prywaciarzami), ale nie mieli nawet 20% tych obciążeń, które mają teraz.