Niepolskie obozy

Drukuj

Od zakończenia II wojny światowej i upadku reżimu niemieckiego narodowego socjalizmu, mijają kolejne lata, świadkowie zdarzeń odchodzą, a w efekcie cała historia nabiera stopniowo surrealistycznego charakteru, oplata się warstwą traktowaną przez młode pokolenia w sposób podobny mitom i legendom. W takiej rzeczywistości, nieprecyzyjne informowanie o oczywistych nawet przecież faktach historycznych generuje zagrożenie zakotwiczenia się w zbiorowej świadomości coraz większej grupy ludzi fałszywych przekonań.

Używanie przez niektóre zagraniczne media sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” dla określenia nazistowskich, niemieckich obozów, które powstały na terenie okupowanej przez III Rzeszę w latach 1939-45 Polski, budzi całkowicie uzasadnione protesty w naszym kraju. Geneza problemu jest nader błaha, ale jego konsekwencje już takie nie są. W języku angielskim (zwłaszcza w nim, ale nie tylko) przymiotnikowego określenia używa się często dla podania lokalizacji jakiegoś obiektu, wydarzenia czy zjawiska. Zresztą także i my to czynimy, często mówiąc i pisząc o „katastrofie smoleńskiej”, chociaż przecież nikt (nawet zwolennicy tezy o zamachu) nie sugerują odpowiedzialności władz lub mieszkańców miasta Smoleńsk za tę tragedię. Przypisywanie więc autorom zbitki „polskie obozy koncentracyjne” złej woli czy umyślnego działania, mającego na celu obarczenie Polaków i Polski odpowiedzialnością za Holokaust, jest – przynajmniej w przypadku dużych, rzetelnych mediów opiniotwórczych, którym się to wielokrotnie zdarzyło – nietrafne. Wszystko to jednak nie zmienia istoty problemu, która nie jest wydumana, ani błaha. Od zakończenia II wojny światowej i upadku reżimu sprawców owych zbrodni, a więc niemieckiego narodowego socjalizmu, mijają kolejne lata, świadkowie zdarzeń odchodzą, a w efekcie cała historia nabiera stopniowo surrealistycznego charakteru, oplata się warstwą traktowaną przez młode pokolenia w sposób podobny mitom i legendom. W takiej rzeczywistości, nieprecyzyjne informowanie o oczywistych nawet przecież faktach historycznych generuje zagrożenie zakotwiczenia się w zbiorowej świadomości coraz większej grupy ludzi fałszywych przekonań. Obarczanie Polski współodpowiedzialnością za Holokaust jest zaś niezgodne z faktami i jako takie niedopuszczalne.

W tym kontekście zrozumiałe są zarówno reakcje czynników oficjalnych (noty protestacyjne polskich przedstawicielstw zagranicznych, żądania sprostowań, felietony polemiczne, w końcu pozwy, których wspólnym celem winno być wywołanie w każdym przypadku debaty, której prostujące wnioski dosięgną minimum to samo grono czytelników, które uprzednio przeczytało mylącą zbitkę), jak i oddolne działania obywateli. Na dużą sympatię zasługuje inicjatywa grupy użytkowników portalu wykop.pl, którzy przy ograniczonych środkach tworzą mocne w przekazie materiały pokazujące problem i prostujące mylące w fatalny dla nas sposób teksty. Ci sami ludzie, stosując metody crowdfundingu, poszukują środków finansowych na szeroką publikację tych materiałów za granicami, uzyskując dodatkowe wsparcie Polaków już za granicą mieszkających.

Wśród materiałów przygotowanych przez tą grupę szczególne wrażenie robi plakat ukazujący esesmana z opaską ze swastyką na ramieniu celującego z broni w tył głowy klęczącemu człowiekowi z opaską w polskich barwach narodowych na ręce. Polska, jako jeden z nielicznych krajów, gdzie okupant nie znalazł żadnych liczących się sił politycznych, gotowych podjąć z nim współpracę kolaborancką, ma szczególne prawo, aby w tak jaskrawy i dobitny sposób prezentować fakty historyczne, które w większości innych przypadków nie są przecież czarno-białe. Ale pośród materiałów tej samej grupy znajdują się także takie, które budzą wątpliwości.

Odnoszę to zwłaszcza do zauważonej przeze mnie grafiki, która zestawia złowieszczą panoramę obozu koncentracyjnego z czarno-czerwono-złotymi barwami flagi Republiki Federalnej Niemiec (http://www.wykop.pl/ramka/2592209/wykopowe-bilbordy-konkrety/). Gdy celem misji, nader szlachetnym, jest prawda historyczna, a postulatem precyzja w mówieniu o przeszłości, ten konkretny materiał nie pasuje do reszty. Powód jest oczywisty. Ta grafika poświęca prawdę historyczną i precyzję na ołtarzu dobitności i jaskrawości przekazu.

Niemcy w swojej historii mieli zasadniczo trzy flagi. I choć obarczenie ich, jako narodu, odpowiedzialnością za obozy i inne zbrodnie III Rzeszy jest bezdyskusyjnie prawdziwe, to jednak powiązanie akurat tych barw z tą odpowiedzialnością jest nie tylko nieprecyzyjne, ale nosi także znamiona, pozbawionego złej woli, zafałszowywania historii. Dokładnie jak w przypadku zjawiska, z którym się chce w ten sposób walczyć. Obecne barwy narodowe Niemiec, których geneza – jako barw całych Niemiec – sięga Wiosny Ludów 1848 r., są symbolem Niemiec liberalno-demokratycznych. Już wówczas flaga ta miała symbolizować porządek oparty na konstytucji, gwarancji praw człowieka, poszanowania jego wolności i godności. Była ponadto flagą tego nurtu w polityce niemieckiej, który sprzeciwiał się polityce aneksjonizmu, ekspansjonizmu, nacjonalizmu, który odrzucał tezę o wyższości Niemiec nad innymi narodami, który ideę samostanowienia ludów uznawał za własną. To klęska tych Niemiec kilka lat po 1848 r. umożliwiła zjednoczenie tego kraju według zupełnie innego modelu, pruskiego, nacjonalistyczno-konserwatywnego, butnego i już wówczas przesiąkniętego antysemityzmem, którego sztandar był czarno-biało-czerwony; to ich ponowna klęska w 1933 r. umożliwiła tragedię II wojny światowej (pod flagą ze swastyką) ze wszystkimi następstwami. Tak, te Niemcy okazały się za słabe (zupełnie podobnie jak II RP w 1939 r.), ale nie były zbrodnicze. Tutaj skróty myślowe epoki obrazkowej idą na manowce.

Obrazu stopnia nieporozumienia dopełnia oczywiście pamięć o stosunku, jaki przywódca III Rzeszy żywił do Niemiec symbolizowanych barwami czarno-czerwono-złotymi. Hitler nienawidził liberalizmu, idei praw jednostki ludzkiej, gardził demokracją i dialogiem, oskarżał ludzi tego sztandaru o zdradę, zgniliznę moralną, filosemityzm. Obrazu nieporozumienia dopełnia w końcu to, że to właśnie ludzie sztandaru czarno-czerwono-złotego byli więźniami najwcześniejszych obozów koncentracyjnych III Rzeszy: socjaldemokraci i liberałowie, katolicy i protestanci, Niemcy pochodzenia żydowskiego, geje i lesbijki, niepełnosprawni.

Walczyć o prawdę historyczną należy posługując się tylko zakotwiczonymi w prawdzie narzędziami. Myślę, że zarówno polskie państwo, jak i społeczeństwo obywatelskie nie dostrzegło potencjalnie potężnej, a dotąd niewykorzystanej broni w walce z wprowadzającą w błąd zbitką słowną „polskie obozy koncentracyjne”. Otóż, czy nie byłoby wyśmienicie, gdyby za każdym razem, gdy pojawi się ona w amerykańskiej, kanadyjskiej, hiszpańskiej, włoskiej, argentyńskiej lub jakiejkolwiek innej prasie, prostowań, felietonów czy nawet pozwów nie sygnował samotnie sprawujący tam służbę ambasador lub konsul Polski, ale rozbił w parze z ambasadorem lub konsulem… Republiki Federalnej Niemiec? Wydaje mi się, że wtedy wszystkim niewidzącym problemu lub go ignorującym szczęka by opadła. A sygnał, że sprawa jest bezdyskusyjna, byłby niepodważalny.

Czytaj również