Niszczarka inicjatywy ustawodawczej

Drukuj

Wobec Janiny Paradowskiej zwykle staram się być możliwie wyrozumiały i unikać jej krytyki, ze względu na podobne sympatie polityczne, a także generalnie pozytywną ocenę jej warsztatu. W ostatnim czasie jednak mnożą się jej wystąpienia, gdzie jej znana emocjonalność nie zyskuje koniecznego podparcia w sile argumentacji. Redaktor coraz częściej występuje jako wyrocznia. Autorytatywnie stwierdza, że coś jest tak i tak, ale nie przedstawia palety argumentów, jakby jej orzeczenie słuszności lub niesłuszności danej sprawy było argumentem wystarczającym ze wszystkie. Szkoda.

W tym tygodniu „GW” naświetliła rzeczywiście ważny problem związany z zapisami regulaminu prac Sejmu. Jest to nowa odsłona debaty nad tzw. zamrażarką marszałka Sejmu. Od wielu lat publicyści, komentatorzy, ale także politolodzy i teoretycy ustroju liberalno-demokratycznego oraz parlamentaryzmu zwracali uwagę na problematyczność, niby to czysto technicznych, regulacji trybu prac Sejmu, które pozwalały marszałkowi na faktyczne blokowanie prac nad zgłoszonym poprawnie przez mającą inicjatywę ustawodawczą grupę posłów projektem, w sytuacji gdy sama debata nad nim, nie tylko w ramach debaty obowiązkowego I czytania, ale także w mediach interesujących się tematyką bieżących prac plenarnych Sejmu, byłaby dla reprezentowanej przez marszałka większości parlamentarnej niewygodna. „Zamrażarka” została zdyskredytowana i obecnie nie można już w nieskończoność odmawiać nadania projektom numeru druku sejmowego. W jej miejsce weszła więc „niszczarka”, za pomocą której marszałek kieruje ustawę do, kontrolowanej przez większość rzecz jasna, komisji ustawodawczej, a ta stwierdza „niedopuszczalność” procedowania nad projektem ze względu na wątpliwości zgodności z konstytucją lub prawem unijnym. Arbitralność podejmowanych tam decyzji jest oczywista, co dobitnie pokazuje decyzja o „niedopuszczalności” projektu o związkach partnerskich. Opinie konstytucjonalistów na temat jej konstytucyjności były bowiem podzielone, sprawa kontrowersyjna, ale komisja zdecydowała. Nie na podstawie dywagacji o konstytucyjności, a po prostu polityczno-ideowych poglądów większości jej członków. Jest jasne, że mechanizm ten pozbawia inicjatywy ustawodawczej uprawnione do tego konstytucyjnie podmioty. Posiadanie tejże inicjatywy jest bowiem gwarantem wejścia projektu do I czytania i poddania go weryfikacji w głosowaniu plenarnym.

Mechanizm „niszczarki” skrytykował słusznie poseł Ruchu Palikota Robert Biedroń, niesłusznie przy tym unosząc się retorycznie do pułapu nazwania całego Sejmu z tego powodu „burdelem” i „syfem”. Zwłaszcza poseł reprezentujący środowiska aktywistów mniejszości seksualnych i z nich się wywodzący, powinien być wyczulony na stosowanie ostrych i nadmiernie uogólniających sformułowań. Prowadzenie krucjaty przeciwko „mowie nienawiści” zobowiązuje posła Biedronia do wyjątkowej staranności w doborze słów, tak samo jak podkreślanie swego katolicyzmu przez innych posłów powinno zobowiązywać ich do prowadzenia przykładnego, tradycyjnego życia prywatnego. Jednak co do meritum poseł ma rację. Od tego opozycja ma inicjatywę ustawodawczą, aby także nad jej projektami debatować, a nie blokować przez nadużywanie niedoskonałego regulaminu.

A jednak red. Paradowska wybuchła i ostro zareagowała na słowa polityka. Autorytarnie zawyrokowała na antenie radia, że „nie ma żadnej niszczarki”, choć żadnych argumentów obalających tezy z artykułów „GW” na ten temat nie przedstawiła. Zaś Biedroniowi zaproponowała złożenie mandatu, jeśli uważa, że Sejm to „syf” i „burdel”.

Warto się z Paradowską całkowicie nie zgodzić. Tego rodzaju instytucje jak Sejm, ale i większość urzędów, komisji, inspektoratów, zakładów czy funduszy, ludzi widzących w ich funkcjonowaniu syf i burdel potrzebuje jak kania dżdżu. Tylko bowiem krytycznie nastawieni ludzie dają nadzieję naprawy tego, co działa źle, także wtedy, jeśli w radykalizmie swojej krytyki przesadzają. Nic nie zmienią zaś ci, którzy są przekonani, że wszystko jest dobrze, bo postawią na „business as usual”. Tymczasem w sprawie punktu w regulaminie Sejmu o stwierdzaniu „niedopuszczalności” projektów ustaw przez komisję ustawodawczą mamy poważne wątpliwości idące nawet w kierunku naruszania przezeń porządku konstytucyjnego RP. Nie są to moje wymysły, taką opinię wyrazili w prasie m.in. prof. Stępień i dr Piotrowski. Raczej nie warto więc sprawy lekceważyć, pani redaktor!

Czytaj również