.Nowa polaryzacja

Drukuj

Skoro PiS wrócił po raz drugi, to wróci i po raz trzeci. Po co więc się w międzyczasie silić? Napiszę brutalnie: nie ma sensu się silić, jeśli PiS miałby wrócić po raz trzeci. Otóż PiS po raz trzeci wrócić już nie może.

Polskie życie publiczne weszło na przełomie listopada i grudnia 2015 r. w nową fazę. To nawet za mało powiedziane. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo, jaki los czeka polski system polityczny, ustrój państwa, a co najważniejsze społeczeństwo. Pewnym wydaje się, że PiS w swoich działaniach nie poprzestanie. Będą działać na rzecz swojej wizji państwa tak długo, aż nie wyczerpie się ich mandat z tegorocznych wyborów, aż nie utracą większości w Sejmie. Z tego punktu widzenia istotne jest pytanie „co potem”.

Po drugiej stronie sceny politycznej PiS nie miało jak dotąd przeciwwagi. Nie w sensie wyborczym. Pod tym względem PO była w stanie przez 8 lat zmusić PiS do bytu opozycyjnego, bez wpływu na losy państwa. Ale PO nie była, nie jest i w mojej ocenie nie będzie przeciwwagą dla PiS w sensie ideowym. Platforma potrafiła blokować PiS dostęp do władzy, ale nie potrafiła zaproponować twardej, zakorzenionej w mocnych ideach, przeciwnej wobec PiS wizji państwa i społeczeństwa. W tym sensie te 8 lat zostało straconych. PiS przejął państwo, w którym od 2007 r. nie wydarzyło się nic, co utrudniłoby mu kontynuowanie swojej destrukcji ustroju tak, jakby od tego czasu minęły 3 dni, nie 8 lat. PO nie przewodziła krajowi, nie zmieniała go w liberalnym kierunku. Tylko administrowała nim jak oblężoną przez PiS twierdzą, chwaląc się, że wrogie hordy nie sforsowały jej murów mimo licznych prób. Ale, czego trzeba się było spodziewać, ta umiejętność się wyczerpała. PiS pokonał mury i nie napotkał za nimi już na żaden opór.

Napiszę brutalnie. Czas PO w polskiej polityce dobiegł końca. Jej misja się wyczerpała. Jak kiedyś Unii Wolności, czyli partii przemian, propaństwowej agencji konstruowania państwa mogącego sprostać wymaganiom Europy końca XX wieku, motoru reform gospodarczych, integracji europejskiej i akcesji do NATO. W 2001 r. tamte cele zostały zasadniczo osiągnięte i zapotrzebowanie na UW się skończyło. Teraz kończy się zapotrzebowanie na PO, partię pierwszych lat członkostwa w UE, technokratycznego zagospodarowania miliardów ze środków unijnych, modernizatora infrastruktury, budowniczego nowoczesnych obiektów. Nudziarza i flegmatyka w istocie godnego miary zachodnioeuropejskich „partii ludowych”.

Drugie przyjście PiS przynosi następującą refleksję: po co to wszystko? Po co reformować szkoły, jeśli po wyborach ktoś je cofnie do modelu z PRL? Po co ryzykować podnoszenie wieku emerytalnego, skoro po wyborach go ktoś obniży i spowoduje kolosalny kryzys finansów publicznych w perspektywie maksymalnie 15 lat? Po co walczyć o nowe przedszkola i żłobki, skoro po wyborach przyjdzie ktoś, kto wróci do filozofii dopłacania matkom za wieloletnie siedzenie w domu i przy garach? Po co wprowadzać program in vitro i robić ludziom nadzieję na rodzicielstwo, skoro po wyborach ktoś bez mrugnięcia okiem im ją odbierze, bo wierzy w Boga według takich, a nie innych standardów? Po co?

Skoro PiS wrócił po raz drugi, to wróci i po raz trzeci. Po co więc się w międzyczasie silić? I znów brutalnie: nie ma sensu się silić, jeśli PiS miałby wrócić po raz trzeci. Otóż PiS po raz trzeci wrócić już nie może. Aby było to jego „ostatnie rodeo” dwie rzeczy muszą nastąpić.

Po pierwsze, PiS musi się wyszumieć. W 2005-07 to nie nastąpiło, ten okres był za krótki i nie zrobił na Polakach wystarczającego wrażenia. Teraz musi być inaczej. Ta władza musi trwać 4 lata (oby nie 8), aby przeszła do historii jako niezwykle bolesna lekcja o skutkach politycznej nieodpowiedzialności wyborcy. To ma być lekcja, którą będzie się pamiętać jeszcze za 50, może i za 100 lat.

Po drugie, po PiS musi przyjść ekipa, która nie będzie tylko administrować, ale wdroży w życie przeciwstawny wizji PiS model rzeczywistości Polski. Rzeczywiście zmieni kraj, tak głęboko, że zmiany te odcisną się na mentalności obywateli, od razu kilku pokoleń. Wówczas nie będą oni skłonni pozwolić PiS lub czemuś podobnemu na powrót do władzy w dającej się przewidzieć przyszłości. To zadanie może zrealizować siła polityczna, która w każdym z trzech ideowo kluczowych aspektów posiada poglądy PiS całkowicie przeciwstawne. A taką siłą nie jest i nigdy nie była PO.

To .Nowoczesna w pierwszych tygodniach nowego Sejmu zakreśla nową, bezwarunkową polaryzację na polskiej scenie politycznej. To frakcja Petru jest w Sejmie opozycją totalną, w sensie całkowitego odrzucenia wizji PiS. W sporze polityczno-ustrojowym najmocniej broni niezależności Trybunału Konstytucyjnego, trójpodziału władzy i państwa prawa, a więc gwarancji naszych swobód obywatelskich. To opór absolutnie pryncypialny. W tym aspekcie PO jest co prawda blisko, rzeczywiście podziela oceny .Nowoczesnej, ale miast walczyć, wychodzi z sali obrad. Poza tym nie ma czystej karty, bo sama wybrała dwóch sędziów TK w sposób nielegalny. Ma też na koncie takie przewiny jak ograniczanie wolności manifestacji czy dostępu do informacji publicznej.

W sporze światopoglądowym .Nowoczesna będzie walczyć z klerykalną wizją państwa PiS, będzie bronić in vitro, popierać związki partnerskie, postulować legalizację medycznej marihuany. PO od zawsze miała swoją „frakcję konserwatywną” o poglądach identycznych jak PiS i frakcja ta czyniła Platformę niezdolną do podejmowania jakichkolwiek działań w tych sprawach niemalże do końca 8-letniego okresu u władzy.

W sporze gospodarkę PiS zajmuje pozycje socjalistyczne. Jest gotów obiecać wszystko, za dowolną sumę, aby tylko zdobyć i zachować przychylność wyborców. Będzie utrzymywać nierentowne zakłady w imię swojego sojuszu ze związkami zawodowymi. Nie cofnie się nawet przed spowodowaniem głębokiego kryzysu budżetowego. Będzie nękać firmy kontrolami, aby finansować swoje prezenty socjalne. .Nowoczesna jest partią odpowiedzialności za stan finansów państwa, partią rozsądnego gospodarowania zasobami, partią promującą przedsiębiorczość, kreatywność, innowacyjność i wolny rynek. To ona jest antytezą do wizji PiS, nie PO, która skręciła w ostatnich latach w lewo, zadłużyła państwo, zdemontowała system emerytalny i nie potrafiła nakreślić prawie żadnego programu potrzebnych reform przez 8 lat.

Zwłaszcza w dwóch ostatnich sporach jat tak, że to PiS i .Nowoczesna tworzą przeciwstawne sobie bieguny. PO oscyluje gdzieś pomiędzy nimi, raz bliżej jednych, raz drugich. Jasny wybór dwóch alternatywnych, zupełnie odmiennych od siebie dróg dla Polski przebiega jednak pomiędzy partiami Ryszarda Petru i Jarosława Kaczyńskiego. Werdykt w tej sprawie zdecyduje o tym, czy Polska będzie krajem europejskim, liberalno-demokratycznym, wolnościowym i o mocnej gospodarce czy krajem w stylu orbanowsko-mecziarowskim, autorytarnym-light, z nieograniczoną władzą monopartii, opresyjnie paternalistycznym i z gospodarką w postaci urzędniczego zarządzania deficytowym balastem. Oto nasz wybór.

Czytaj również
  • Sauelios

    „Liberalizm wtłuczemy wam młotkami do głowy”. Ten bankier gwarantem swobód obywatelskich – skoro tak, to łatwo można sobie wyobrazić te jego swobody obywatelskie, tzn. przymus wolności od pasa w dół i zakaz wolności od pasa w górę.