O trawce tylko w cztery oczy

Drukuj

Lepiej nie gadać za wiele. To znowu są te czasy.

Filozofia i mentalność, które w demokratycznej Polsce zawsze stały za szpiegowaniem obywatela i zbieraniem informacji na jego temat, nigdy nie osiągnęły standardów europejskich i to nawet tych z epoki bezpośredniego zagrożenia islamistycznym terroryzmem. Problematyka dopuszczalnego zakresu inwigilacji obywatela nigdy nie wyrwała się spod tej starej mentalności ludzi służb, która niejako instynktownie skłaniała ich do aplikowania standardów jednak raczej sowieckich. Ale zawsze była to nawet dla nich sprawa trochę wstydliwa. Służby usiłowały torpedować (zwykle skutecznie) wszelkie inicjatywy związane z ograniczeniem ich uprawnień, takie jak kontrola sądu, niszczenie zebranych materiałów po zamknięciu dochodzenia, informowanie szpiegowanych obywateli o tym fakcie, zakaz naruszania tajemnicy dziennikarskiej czy adwokackiej, dawanie inwigilowanym wglądu w zebrane materiały w przypadku braku postawienia zarzutów. Nawet obowiązek publikacji danych statystycznych przełknięto z trudnością. Ale pomimo utrzymania nieeuropejskiej bezwzględności w egzekwowaniu tego statusu szerokich uprawnień, nie robiono tego z otwartą przyłbicą, nikt nie był z tego nader dumny.

To koryguje „dobra zmiana”. Teraz śledczym wszystko będzie wolno, a obywatel będzie zobowiązany akceptować totalne prześwietlanie jego życia prywatnego, nie mając już czegoś takiego jak prawo do prywatności. Z tego stanu rzeczy prominentni przedstawiciele obecnego reżimu są tak dumni, że prezentując projekty nowych przepisów puszą się niczym pawie. Totalna inwigilacja poruszania się po internecie, zwolnienie prokuratora z odpowiedzialności za naruszenia prawa w trakcie czynności służbowych, gdy jest „przekonany o służeniu w ten sposób interesowi publicznemu”, a niedługo także całkowity brak ograniczeń w konsumowaniu materiałów zdobytych w ramach inwigilacji.

Każdy musi się bać całkowitego dopuszczenia, jako dowody procesowe, tzw. owoców z zatrutego drzewa. Odtąd służby mają móc zakładać podsłuchy w dowolnej sprawie i używać każdego z nich do zbierania dowodów w we wszystkich innych sprawach, wobec wszystkich osób, które się na taki podsłuch przypadkowo nawiną.

Jeśli twój kumpel jest ważną figurą w .Nowoczesnej (więc najpewniej ma na telefonie podsłuch), to nie mów mu przez telefon i nie pisz mu w mailu jak świetnie się w piątek bawiłeś, bo wypaliłeś skręta z przywiezioną z Amsterdamu trawą. Bo cię wsadzą.

Jeśli twoja ciotka jest ważną personą w PO albo znaną feministką (więc najpewniej ma na telefonie podsłuch), to nie spowiadaj się jej z tego, że pomogłaś koleżance przerwać jakimiś lekami ciążę w 6. tygodniu. Bo cię może też wsadzą.

Jeśli twój znajomy pisze dla „Liberte” i piórem zwalcza Kaczyńskiego (więc najpewniej ma na telefonie podsłuch), to nie opowiadaj mu nigdy o swoich ocenach dotyczących „polskich obozów zagłady”. Bo i za to w końcu cię wsadzą.

Nieważne, że nie jesteś w ogóle celem czynności operacyjnej, tylko twój kumpel, ciotka czy znajomy. Nieważne, że kumpel ma podsłuch, bo jest podejrzewany o kontakty z duńskim wywiadem, ciotka, bo zrobiła projekt w partnerstwie publiczno-prywatnym i jest podejrzewana o korupcję, a znajomy, bo pisze tak ostro, że ABW podejrzewa, że mógłby zbrojnie chcieć w przyszłości obalać reżim. Czyli w innych zupełnie sprawach. Nieważne, że dotąd niektóre intymne sprawy (aborcja) były przestępstwami niekwalifikującymi się do zakładania podsłuchów w celu ich wykrycia, że niektóre były dotąd uznawane za zbyt błahe (konsumowanie trawki), aby tak je wykrywać, a inne mają kontrowersyjną konstrukcję prawną (szkalowanie narodu polskiego). I tak mogą was za to ukarać. Zatem lepiej nie mówcie o tym nikomu przez telefon. Założyć należy, że każda rozmowa jest potencjalnie kontrolowana w pokoju pana Wąsika lub innego smutasa bez własnego życia i lepiej mówić otwarcie tylko w cztery oczy, po wyłączeniu smartfonów i wyjęciu z nich baterii.

A nawet jeśli nie zrobiłeś nic sprzecznego z prawem, to i tak nie gadaj za dużo przez telefon. Po co mają służby wiedzieć, że nienawidzisz naczelnika lub prezydenta, a premier uważasz za idiotkę? Jak potem się dowiedzą, że zdradziłaś męża z 18-letnią studentką lub dostrzegą, że lubisz nietypową pornografię, to twoja teczuszka urośnie. I jak kiedyś wystąpisz np. na manifestacji KOD (lub z innego powodu „zabłyśniesz”), to nagle jej zawartość znajdzie w jakiejś szafie IPN obok teczki tego czy innego albo Sławek Jastrzębowski wrzuci na swój słup ogłoszeniowy. Lepiej nie gadać za wiele. To znowu są te czasy.

Czytaj również