Obcęgi

Drukuj

Na naszych oczach powstają obcęgi prawne, które sprawią, że publiczne formułowanie sprzeciwu wobec rządu PiS stanie się zajęciem bardzo ryzykownym dla każdego obywatela.

Z jednej strony jest znajdująca się już na ukończeniu tzw. ustawa antyterrorystyczna. W dobie zwiększonego poczucia zagrożenia (zamachy terrorystyczne w Europie zachodniej, kryzys migracyjny, populistyczna histeria ksenofobii, wielkie imprezy w Polsce – szczyt NATO i ŚDM) większość obywateli ochoczo godzi się na przyjęcie tych rozwiązań i oddanie swoich losów na łaskę i niełaskę pisowskiej władzy w zamian za ułudę bezpieczeństwa dla naiwnych. Ustawa ta przewiduje cały szereg uprawnień dla służb państwa oraz poprzedzających jakiekolwiek wyroki sądu sankcji, które – w razie czego –zabezpieczą silną pozycję władzy w politycznym konflikcie z obywatelami i opozycją. Zaliczyć tu można zwłaszcza możliwość zniesienia prawa do wolności zgromadzeń i wolności słowa (poprzez blokowanie stron internetowych oraz dostępu do sieci w ogóle na terenie części lub całego kraju), kontrolę działań poszczególnych obywateli w sieci (zapis wprowadzony już w życie ustawą o policji), swobodny dostęp do wszelkich baz danych dotyczących obywatela (w tym zwłaszcza bazy NFZ, zawierającej najbardziej wrażliwe informacje o wielu z nas). Jednak najważniejszym dla władzy elementem ustawy jest możliwość dowolnie szerokiego zarzucania sieci. Rząd nadaje sobie tą ustawą prawo do objęcia dosłownie każdego obywatela wczesnymi sankcjami antyterrorystycznymi. Ujęcie pojęcia „zdarzenie terrorystyczne” (które według ustawy wygenerować mogą tak trywialne sytuacje jak np. utrata przez obywatela polskiego dokumentu tożsamości, albo odzieży roboczej przez pracownika infrastruktury wrażliwej, takiej jak kolej czy elektrownia) oraz uznanie, że „czynem terrorystycznym” może być każde przestępstwo obarczone możliwością orzeczenia kary od 3 lat pozbawiania wolności wzwyż, daje rządowi i służbom do ręki narzędzie, aby dowolną osobę w każdej chwili obarczyć zarzutem o działania terrorystyczne, albo przynajmniej objąć sankcjami grupowymi w związku ze „zdarzeniem terrorystycznym”. Podejrzenie przestępstwa i „zdarzenie” można sfabrykować w sposób dziecinnie prosty.

Konsekwencje dla oskarżonego mogą być bardzo bolesne, a ewentualne późniejsze orzeczenie niewinności przez sąd ma tu, na krótszą metę, zerowe znaczenie. To zapewni ustawa o przepadku majątku z przestępstwa, pracę na którą ogłosiło właśnie ministerstwo Ziobry. Kluczem dla zrozumienia sensu tej ustawy nie jest warstwa propagandowa (bo niebudzące zasadniczo żadnego sprzeciwu frazesy o przeciwdziałaniu temu, aby bandyci bogacili się na swojej działalności, to tylko użyteczna przykrywka). Klucz jest w zupełnej dowolności stosowania sankcji pozbawienia prawa władania majątkiem przez rząd. Otóż do pozbawienia tego prawa wystarczą zarzuty prokuratorskie i decyzja prokuratury, nie ma potrzeby oczekiwać na wyrok sądu. Wiadomo natomiast, komu podlega obecnie prokuratura. Oznacza to, że majątek krytyka rządu może zostać wzięty w zarząd komisaryczny w dowolnym momencie na podstawie widzimisię ministra sprawiedliwości, działającego jako szef prokuratury, a podkładką będzie uwikłanie w „zdarzenie terrorystyczne”. Pozbawiony dostępu do opinii publicznej i pieniędzy (np. na obrońcę) delikwent nie będzie miał żadnych szans. Poprzez zapis o możliwości brania w zarząd komisaryczny także majątku osób bliskich (bez precyzowania pojęcia „osoby bliskiej”) podejrzanemu lub firm, na działanie których podejrzany miał wpływ, rząd może uniknąć ryzykownej akcji stawiania w akt oskarżenia bezpośrednio jego głośnego i znanego opinii publicznej krytyka. Wystarczy uderzenie w jego osobę bliską lub partnera biznesowego, dla obywateli zupełnie anonimowych „terrorystów”.

W końcu dodajmy do tego obrazu kiełkujący w głowie ministra Morawieckiego pomysł na finansowanie jego wielomiliardowego „planu” z dodatkowych wpływów budżetowych. PiS władzę sobie kupił (500+, niższy VAT, wyższa kwota wolna od podatku – zrealizował tylko pierwszą obietnicę, ale to ona jest najbardziej spektakularna), reelekcję dla siebie w 2019 i dla Dudy w 2020 r. zamierza zdobyć dokładnie tak samo. Tutaj kluczowe będą pierwsze sukcesy „planu Morawieckiego”, czyli – zasadniczo – poprawa koniunktury gospodarczej i zwiększenie liczby lepiej płatnych miejsc pracy na drodze stymulacji gospodarki napływem publicznego pieniądza oraz poprzez szeroko zakrojony interwencjonizm państwa, a więc na kredyt. Morawiecki wydaje się flirtować z pomysłem, aby istniejące dotąd jako mechanizm dobrowolny oszczędzanie na emeryturę w tzw. III filarze uczynić obowiązkowym, ale pieniądze te przejąć i wydać od razu, tak jak to ma miejsce w I filarze, a od czasu destrukcji OFE przez poprzedni rząd także w większej części II filaru. Obywatel dostawałby obligacje lub po prostu, jak w ZUS, jakieś wirtualne zapisy na serwerach – tak czy inaczej nic tylko gołe obietnice polityków. Teoretycznie Morawiecki, aby nie podłożyć się krytykom, którzy zaczęliby niechybnie krzyczeć o nowym wielkim podatku, zmniejszającym wszystkim pracującym ich netto z brutto, utrzymuje, że III filar pozostanie dobrowolny. Co prawda domyślnie zostaniemy do niego wszyscy zapisani (dziś domyślnie zapisani nie jesteśmy, musimy podjąć działanie z własnej inicjatywy, aby zacząć odkładać w III filarze), ale będziemy się mogli wypisać.

Niby żaden problem. Ale czy obywatel, który perfidnie nie zechce pomóc finansowo w projekcie nowej, lepszej Polski po wieki rządzonej przez PiS, nie zostanie przypadkiem z czasem współsprawcą „zdarzenia terrorystycznego”, wobec czego cały jego majątek, komisarycznie chwilę potem zarządzany przez powiatowego lidera PiS, nie zacznie pracować na rzecz „planu Morawieckiego”, chciał-nie chciał?

Czytaj również
  • manjaa

    Ile jest osób świadomych tego? Ile jest osób chcących być świadomymi? DLACZEGO TO LUDZI NIE OBCHODZI?! Dziwiliśmy się Rosjanom, że godzą się na niewolę…