Platformisko

Drukuj

W latach osiemdziesiątych XIX w. doszło do istotnej cezury w rozwoju sceny politycznej młodej państwowości, jaką stanowiły wtedy Włochy. Po około 20 latach od zjednoczenia kraju zakończył się okres podziału sceny na dwa główne stronnictwa, Destra storica i Sinistra storica. Powstał ruch o nazwie transformismo, na który złożyli się politycy obu wcześniejszych stronnictw, reprezentujący w nich odpowiednio bardziej centrową pozycję, a więc lewe skrzydło liberalno-konserwatywnej Destry oraz prawe liberalno-demokratycznej Sinistry. Transformismo pochłonęło kolosalną część sceny politycznej i zajęło pozycję centrową, spychając resztki prawicy i lewicy na pozycje zmarginalizowanych skrajności. W warunkach dziewiętnastowiecznych Włoch wszystko to odbywało się w ramach liberalnego spektrum politycznego, ponieważ niemal cały system partyjny był, na kanwie zjednoczenia kraju za sprawą Risorgimento, podzielony pomiędzy ugrupowania liberalne. Dziś, na ideologicznie dużo bardziej heterogenicznej scenie politycznej III RP, następuje podobny proces utworzenia systemu partyjnego z dominacją jednego hegemona o centrowej pozycji w systemie. Polskim transformismo, łączącym wszystkie nurty obecne w polityce, poza skrajnościami spod znaku narodowo-katolickiego czy postpeerelowsko-roszczeniowego, jest naturalnie Platforma Obywatelska.

http://www.flickr.com/photos/eppofficial/5032916130/sizes/m/in/photostream/

Taki konstrukt ma naturalnie swoje plusy i minusy. Z punktu widzenia wyborcy, który w politycznych decyzjach kieruje się ideą i swoją osobistą aksjologią, plusem jest to, że znajdzie, niemal na pewno, w PO coś miłego dla siebie. Jest w szeregach PO ten historyczny trzon pragmatycznych umiarkowanych liberałów ekonomicznych o równie umiarkowanie zachowawczych poglądach obyczajowych w stylu KLD (Tusk, Schetyna, Lewandowski, Bielecki), wyraziści konserwatyści obyczajowi o reformistycznym zacięciu i silniejszych od pragmatyków skłonnościach prorynkowych (Gowin, Mężydło, Zalewski, być może wkrótce Libicki), integralni liberałowie łączący liberalizm ekonomiczny z obyczajowym (Kidawa-Błońska, Mucha, Boni, Wujec, Lityński i w sumie także Kluzik-Rostkowska), socjalliberałowie (Rosati, Osiatyński) i socjaldemokraci (Arłukowicz, Nałęcz, Pisalski i sprzymierzeńcy z SdPl: Pinior, Borowski i Filemonowicz). Jest w czym wybierać. Minusem jest zaś oczywisty fakt, że reprezentując, jako pojedynczy wyborca, tylko jedną z wymienionych opcji, nie można – głosując na tak szeroką partię – nieć pewności, jak się zachowa w konkretnych przedziałach polityki. Będzie może liberalna w kwestii in vitro, ale konserwatywna w kwestii związków partnerskich? Liberalna w ograniczeniu uprawnień związkowców, ale socjalna w zakresie systemu emerytalnego czy konserwatywno-narodowa w zakresie filozofii prywatyzacyjnej? Ciężko to przewidzieć w perspektywie kadencji 4 lat.

Duża część mojej publicystyki blogerskiej w ostatnich 5 latach była poświęcona krytyce ideowego profilu PO z liberalnego punktu widzenia. Platforma nie była nigdy partią liberalną w pełnym tego słowa znaczeniu, nie była partią liberalną, jeśli za probierz przyjąć liberalne partie Europy zachodniej. Partią liberalną nie jest także dziś, ale problem jest teraz zupełnie inny. PO nie jest już o tyle partią nieliberalną, co partią nie tylko liberalną. Nie wiem jeszcze, jak oceniać to nowe Platformisko. Nie wiem przede wszystkim, czy w tegorocznych wyborach do Sejmu, w tym kluczowym głosowaniu, należy po raz pierwszy poprzeć to ugrupowanie.

Dotąd PO odrzucałem jako partię nieliberalną (co nie oznacza, że nie zdarzało się poprzeć jej kandydatów do Senatu, jak np. Bogdana Borusewicza i Janusza Rachonia w 2007 r., czy kandydatów na prezydenta w II turze wyborów – zarówno w 2005, jak i 2010 r.). W zasadzie przez cały okres jej istnienia zasadny był zarzut o konserwatyzm w zakresie problematyki społeczno-obyczajowej, w latach 2004-06 dochodziło podejrzenie o ambiwalentny stosunek do podstawowych zasad liberalizmu ustrojowo-konstytucjonalistycznego, a od 2010 r. dodatkowo pojawiły się wątpliwości co do trwania przy ideach liberalnych w gospodarce, w kontekście afery OFE, sprawy WBK czy PGE-Energa. Teraz PO jest tak w sferze gospodarki, jak i w sferze obyczajowej zarówno liberalna, jak i nieliberalna. Nie wiadomo, z czym to się je.

Nie ulega jednak wątpliwości jedno: tak jak dotąd w PO pierwsze skrzypce grali wyłącznie politycy, których na scenie politycznej uplasować można było na prawo od pozycji w pełni liberalnych, tak teraz znaczącą rolę będą tam odgrywać i tacy, i tacy, którzy od liberałów są wyraźnie na lewo. PO okrążyła i wchłonęła autentycznie i integralnie liberalne pozycje. Jesteśmy w jej wnętrzu i bój o liberalny kierunek reform siłą rzeczy toczyć się będzie już nie na zasadzie starcia PO z ewentualną konkurencją ubiegającą się o głosy liberalnego elektoratu, ale na zasadzie starcia frakcji w ramach wielkiego Plaformiska.

Gdyby nie wielkie rozczarowanie sprawą OFE, która sprowokowała mnie do wniosku o niemożności poparcia PO w tegorocznych wyborach, wobec ekspansji PO na lewo i zaniku alternatywnych ofert w centrum sceny politycznej (wycofanie się SD z wyborów, zanik PD, przyjęcie jednak silnie konserwatywnej pozycji przez resztkę PJN i mało obiecujące perspektywy listy Palikota), zadeklarowałbym dziś moje wsparcie dla tego centrowego kolosa. Nie z entuzjazmem czy poczuciem, że znalazłem w końcu „moją partię”, ale wobec dzisiejszych realiów i w oczekiwaniu oraz nadziei na lepsze propozycje w 2015 r., po ewentualnej rekonstrukcji sceny (bo, jak we Włoszech po 1882 r., takie rozległo Platformisko w centrum nie przetrwa długo w jednym kawałku, to po prostu nie jest możliwe). Jednak rana związana z destrukcją OFE i oczywistym oszustwem młodych ludzi w tym kontekście nadal krwawi. Całkowicie wspieram wysiłki PJN na rzecz zaskarżenia tej ustawy do Trybunału Konstytucyjnego (bez większych nadziei na pozytywny efekt, gdyż wyroki TK raczej wykazują większą wrażliwość na dylematy władzy wykonawczej w Polsce niż na literę i ducha konstytucji).

Tak więc w tym roku wyborczym nadal stoję przed dylematem, co zrobić, aby zachować się jako wyborca racjonalnie, ale sprawiedliwie, rozsądnie, ale i w sposób zgodny z własnymi wartościami.

Czytaj również
  • http://kotwgolebniku.blogspot.com Kot w gołębniku

    I tu się zgadzam. PO nie jest partią liberalną niezależnie od tego którą z definicji liberalizmu zastosujemy (patrz dyskusja o kilka wpisów starsza). A czy wyborcy to przyjmą? To zależy od tego czy spojrzą na to dodatnio (szklanka do połowy pełna) czy negatywnie (szklanka do połowy pusta). Inaczej mówiąc, jeśli to pierwsze to się mile zaskoczą, że dla każdego z nich jest coś miłego (A: O, Arłukowicz, jak fajnie. B: O Gowin, jak fajnie, C: O, Kluzik-Rostkowska, jak fajnie) a jeśli to drugie to każdy z nich zauważy, że w tej partii jest ktoś kogo nie lubią (A: O, Gowin, to nie dla mnie, B: O, Arłukowicz, to nie dla mnie itp.).
    Taki twór musi się rozpaść gdy tylko pojawi się konieczność zrobienia trudnych i zdecydowanych decyzji, np. w obliczu kryzysu ekonomicznego (którego w Polsce de facto nie było, porównajmy sytuację Polski i Hiszpanii) albo… albo przekonany o swojej nieomylności i pełni władzy spróbuje sięgnąć po bardziej autorytarne środki i stać się takim PZPR-light o nieco innym odcieniu ideologicznym oczywiście, ale za to szeroką, zbiurokratyzowaną partią władzy. To już widać, w tej partii ideowcy odchodzą w cień, a do głosu dochodzą aparatczykowie, sprawni urzędnicy zainteresowani tylko techniczną stroną rządzenia. Takimi drobnymi optymalizacjami w życiu społeczeństwa, a nie zainteresowani jakimikolwiek wyrazistymi ideami, czy reformami, które dla partii władzy są ryzykowne.