Przeciwko ul. Lecha Kaczyńskiego w Gdańsku

Drukuj

Owszem, Lech Kaczyński swoją biografią i postawą zasłużył na pozytywny bilans i ocenę. W normalnych warunkach powinien stać się patronem niejednej ulicy czy placu w polskich miastach. Szkopuł tkwi jednak przede wszystkim w tym, co z jego postacią i dorobkiem uczynili ci, którzy go przeżyli. Niestety postać Lecha Kaczyńskiego została sprowadzona do roli narzędzia w niezwykle brzydkiej i gwałtownej walce politycznej.

Wczoraj wojewoda pomorski Dariusz Drelich wydał postanowienia zastępcze ws. nazw kilku ulic w Gdańsku, które zarządzeniem IPN zostały przeznaczone do tzw. dekomunizacji, lecz zmiany nazw do 2 września nie dokonała Rada Miasta. Wśród przemianowanych ulic znalazła się ul. Dąbrowszczaków, czyli oddziałów przeważnie polskich, które w wojnie domowej w Hiszpanii w latach 30-tych XX w. walczyły po stronie republiki i przeciwko faszystowskim siłom generała Franco, a które rzeczywiście składały się w pewnej części z sympatyków komunizmu. Ulica ta decyzją wojewody z PiS zyskała nazwę ul. Lecha Kaczyńskiego.

Jako mieszkaniec Gdańska sprzeciwiam się tej decyzji. Nie chodzi tylko o to, że nadana przez wojewodę, a więc przez rząd centralny, nazwa jest nazwą narzuconą mieszkańcom z zewnątrz. Co prawda to PiS stosuje wytrwale retorykę o „woli suwerena”, która winna być nadrzędna, a przecież reprezentantem gdańskiego suwerena jest Rada Miasta, której większość wolą tegoż suwerena stanowi PO. Tutaj jednak PiS działa wbrew tej samej „woli suwerena”, tak cenionej przez PiS, gdy mowa o uprawnieniach sejmowej większości. Prawdą jednak jest też, że wojewoda uzyskał możliwość decydowania ze względu na upłynięcie terminu przewidzianego prawem, w którym Rada Miasta zdecydowała się nie działać. Dlatego ten aspekt można pominąć – wojewoda miał prawo wydać swoje postanowienia.

Problemem jednak jest wybór nowego patrona ulicy. Owszem, Lech Kaczyński swoją biografią i postawą zasłużył na pozytywny bilans i ocenę. W normalnych warunkach powinien stać się patronem niejednej ulicy czy placu w polskich miastach. Jego prezydentura, co prawda, nie była udana, była bardzo stronnicza w sensie partyjnym (bardziej stronnicza aniżeli poprzednika i następcy, choć i oni nie byli w tym zakresie żadnymi ideałami), ale ogół zasług, na który złożyła się działalność publiczna na wielu różnych urzędach, zaangażowanie w pierwszą „Solidarność” i walkę o wolność Polski, plus wrażliwość na wyzwania ludzi socjalnie słabszych, czynią go bez wątpienia postacią godną bycia patronem ulic. Szkopuł tkwi jednak przede wszystkim w tym, co z jego postacią i dorobkiem uczynili ci, którzy go przeżyli. Wina spada tutaj niemal w 100% na jego własnego brata. Niestety, za jego sprawieniem, postać Lecha Kaczyńskiego została sprowadzona do roli narzędzia w niezwykle brzydkiej i gwałtownej walce politycznej. Stała się narzędziem stworzenia tak wielkiej wyrwy przebiegającej w poprzek wspólnoty narodowej, wspólnotę tę wręcz niweczącą, że śmiało jest ona porównywana do podziału na „nas” i „ich” w okresu głębokiego PRL-u. Jarosław Kaczyński uczynił z pamięci swojego brata przedmiot histerii i impuls do nienawiści polsko-polskiej. W efekcie, dziś postać Lecha Kaczyńskiego dzieli Polaków, zamiast łączyć. A nadanie jego imienia ulicy poprzez pisowską „obcą interwencję” w takim mieście jak Gdańsk, jawi się jako akt indoktrynacji, podkreślenia własnej dominacji, niemalże politycznej agresji. Zwłaszcza, że sejmowa większość PiS dodatkowo w trybie pilnym planuje uchwalić ustawę, odbierającą radom miast i gmin prawo do ponownego zmieniania nazw ulic, które ustalili wojewodowie w ramach „dekomunizacji”.

Nie mam moralnych oporów, aby publicznie wystąpić przeciwko uhonorowaniu Lecha Kaczyńskiego ulicą w Gdańsku już w 2017 r. Jak pokazałem wyżej, obecna sytuacja polityczna uniemożliwia godne, wyzbyte ze złych emocji i postanowione w zgodzie uhonorowanie tej postaci. Dodatkowo opory usuwa postawa radnych i polityków PiS, którzy w obrzydliwy sposób występowali niedawno przeciwko nadaniu jednej ze szkół w Gdańsku imienia Tadeusza Mazowieckiego, walczyli przeciwko nadaniu jednemu z placów imienia Władysława Bartoszewskiego, reagowali furią na ideę upamiętnienia Andrzeja Wajdy. Kto sieje burzę, zbiera wiatr. To jest ta sytuacja.

Oczekuję, że na poniedziałkowej sesji Rada Miasta Gdańska zmieni nazwę ulicy, którą wojewoda Drelich nazwał wczoraj ul. Lecha Kaczyńskiego. Dopóki sejmowa ustawa o zakazie ponownej zmiany nazw ulic przez rady nie weszła w życie, Rada Miasta jest władna to uczynić. Powinna wybrać dla dawnych Dąbrowszczaków politycznie całkowicie neutralną nazwę, tego rodzaju propozycje już były zgłaszane przez lokalnych mieszkańców. Równocześnie powinno się jasno rzec, że w przyszłości – gdy polityczne emocje opadną i minie nieco czasu – Lech Kaczyński będzie miał w Gdańsku swoją ulicę, nadaną mu w zgodzie, bez sporu i wzajemnej niechęci. Wolą mieszkańców. Być może w tej samej okolicy powstaną ulice Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka, Jacka Kuronia i innych bohaterów ostatniej polskiej walki o niepodległość.

Czytaj również
  • mb

    Nie wiem po co Autor pisał coś więcej niż w pierwszym akapicie, który można jeszcze skrócić.
    1. Lech Kaczyński był spoko i zasługuje na liczne upamiętnienia.
    2. Jarosław Kaczyński nie jest spoko więc zróbmy mu na złość.

  • Jarosław Kurgan

    „Michnik przeproś za brata” było złe…ale Lech winny za brata już OK…ręce opadają.