Rząd max PiS

Drukuj

PiS swojego czasu u władzy nie zmarnuje. Nie będzie „zmiłuj”. Polska za 4 lata będzie państwem o wiele bardziej antyliberalnym niż jest dziś. Jeśli PiS miałby w 2019 r. władzę utracić, jak w 2007 r., na rzecz nowej ekipy „ciepłej wody w kranie”, to już dziś można porzucić wszystkie nadzieje liberałów. Jedyna nadzieja w zasadzie w PiS! Niech nam dobierze się do skóry, niech nas zaboli, niech narodzi się w nas gniew.

Czemu się tu dziwić? PiS zdobył większość absolutną i składu rządu z nikim uzgadniać nie musiał. Przez 4 lata nie musi się też obawiać niezadowolenia społecznego z powodu porzuconych obietnic, zresztą wie, że pierwsze kilka miesięcy to swoisty honeymoon i wysokie poparcie społeczne, jako władza nowa, utrzyma. Skoro PiS otrzymał od wyborcy szansę na maksymalną i nieskrepowaną realizację swojego programu, to z niej korzysta. Dotyczy to także decyzji personalnych.

Można ubolewać, krytykować i odsądzać decydentów pisowskich od czci, że na ważnych stanowiskach politycznych umieścili całkowicie niezrównoważonego polityka grającego szalonymi teoriami spiskowymi, amatora politycznego używania prokuratury i zastępowania sędziów przy wydawaniu wyroków, skazanego wyrokiem sądu za nadużycia władzy przestępcę o mentalności niesionego nienawiścią bojownika krucjaty, słuchacza kociej muzyki zamrożonych zarodków, czy faceta, który całą swoją karierę polityczną oparł na rachunku osobistych urazów i chęci odwetu. Można ubolewać, ale trzeba przyznać, że w przypadku PiS pójście na całość ma sens. Zdobyli pełnię władzy w państwie. Być może po raz ostatni. „Teraz albo nigdy” musi więc być ich mottem. Podobnie jak słodkie „pies wam mordę lizał” skierowane do wszystkich, co nie z nimi.

PiS nie będzie zasypywać gruszek w popiele. W demokratycznych państwach istnieją dwa modele funkcjonowania systemu partyjnego i rotacji ekip rządowych. Pierwszy działa, gdy konflikt polityczny jest słaby. Wówczas rządy wymieniają się, partie korygują trochę kurs poprzedników, wprowadzają pewne własne nowe projekty. Ten model nie jest bez wad, ale dziś w Polsce patrzymy nań z utęsknieniem. My mamy model drugi, model gwałtownego boju politycznego, także o ideologicznym wymiarze. Tutaj trzeba korzystać z okazji, aby rządząc wprowadzić jak najgłębsze zmiany w prawie, jak najbardziej przesunąć oś debaty w stronę swoich idealnych pozycji światopoglądowych. Na tyle mocno, aby po stracie władzy, drugiej stronie nie udało się tego wszystkiego odkręcić i przeciągnąć szali debaty i stanu prawa ku sobie. Aby coś zostało z naszej agendy i tak, powoli, zakładając postępy i regresy, jednak sprawy kraju szły w dłuższej perspektywie dekad po naszej myśli.

Tak właśnie działa PiS. Niestety nie działa tak druga strona. PO, mając w klubie sporo pisowsko myślących polityków i pisowsko myślącego koalicjanta, przez 8 lat bardzo nieznacznie przesunęła oś w stronę liberalną. Może więcej nie mogła, ale obawiam się, że nie zrobiła tego także, bo liczyła na wyciszenie sporów światopoglądowych. Liczyła na zainfekowanie innych partii miłym, technokratycznym, pacyfistycznym modelem robienia polityki. Takim przykładem postanowiła świecić. Zmarnowała w znacznej mierze swój czas, a efektu tego nie osiągnęła.

PiS swojego czasu u władzy nie zmarnuje. Będzie ostra jazda. Nie będzie „zmiłuj”. Polska za 4 lata będzie państwem o wiele bardziej antyliberalnym niż jest dziś. Jeśli PiS miałby w 2019 r. władzę utracić, jak w 2007 r., na rzecz nowej ekipy „ciepłej wody w kranie”, to już dziś można porzucić wszystkie nadzieje liberałów. Jedyna nadzieja w zasadzie w PiS! Niech nam dobierze się do skóry, niech nas zaboli, niech narodzi się w nas gniew, niech wyzwoli to w nas wolę walki o odzyskanie państwa i determinację, aby urządzić je w sposób liberalny, a nie tylko zbudować trochę dróg, oczyszczalni ścieków i zrobić turniej haratania w gałę. Już dziś planujmy backlash. A jeśli wygramy za 4 lata, to nie możemy mieć w sobie za grosz litości. Oni jej bowiem nie mają. Tylko przeforsować, przeforsować, przeforsować to, co zgodne z naszym światem wartości.

Czytaj również