Urzędowa podmiana manifestantów

Drukuj

Decyzja wojewody Drelicha o usunięciu KOD-u i zrobieniu miejsca Piotrowi Dudzie 31 sierpnia w Gdańsku jest czysto polityczna i stanowi symbol zawłaszczania państwa przez rządzący obóz. Jest krzywdząca, jest wyrazem brutalnego korzystania z przywilejów władzy, pogardy dla inaczej myślących i zorientowania na dalsze pogłębianie przepaści pomiędzy Polkami i Polakami.

Decyzja wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha, aby zakazać zgłoszonej prawidłowo manifestacji KOD z okazji rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych 31 sierpnia w Gdańsku, a w jej miejsce dozwolić na organizację demonstracji przez wierną rządowi NSZZ „Solidarność” jest pierwszym zdarzeniem, całkowicie czytelnie obrazującym fakt skasowania przez PiS wolności zgromadzeń w Polsce słynną ustawą o „zgromadzeniach cyklicznych”. Schemat jest prosty. Rząd i jego przedstawiciele mają tu do czynienia z dwoma organizacjami. Jedna z nich to wyrosły ze sprzeciwu wobec polityki rządu, obywatelski ruch protestu, którego racją bytu od niemal 2 lat jest kontestowanie większości posunięć ustawowych partii rządzącej. Druga to centrala związkowa, w otwarty sposób popierająca partię władzy, zasłużona rozróbami przeciwko dzisiejszej opozycji, gdy ta jeszcze rządziła w poprzednich kadencjach Sejmu, a i dziś raz po raz formułująca groźnie brzmiące zapowiedzi wystąpień ulicznych zorientowanych nawet na stosowanie przemocy wobec krytyków PiS. Sympatie rządzących są łatwe do przewidzenia. W efekcie, jak należało się spodziewać, gdy ustawa kasująca wolność zgromadzeń była procedowana w parlamencie, aparatczycy władzy podejmują obecnie w Polsce arbitralne decyzje o tym, komu wolno w danym miejscu demonstrować, a komu nie wolno.

NSZZ „Solidarność” jest formalnym, organizacyjnym kontynuatorem Pierwszej Solidarności i strajkujących w Stoczni Gdańskiej w 1980 r. Nie jest jednak obecnie w żadnym wypadku spadkobiercą idei, jakie ów wielki ruch ogólnospołeczny poderwały do walki o wolność. W istocie, dzisiejsza centrala związkowa deklaruje bliskość tylko z jednym wycinkiem ówczesnych postulatów, z postulatami natury socjalnej, których esencją nie była zmiana systemu politycznego, a tylko poprawa materialnego bytu mieszkańców PRL. NSZZ „S” Piotra Dudy interesuje się historią Pierwszej Solidarności tylko o tyle, o ile da się ją wykorzystać jako uzasadnienie dla stawianych współcześnie postulatów pracowniczych i socjalnych. Jeśli realizację tych postulatów można uzyskać od władzy, która depcze dorobek Pierwszej Solidarności w zakresie przemiany ustrojowej, upodmiotowienia obywatela oraz nadania mu praw i swobód, to pana Dudy nie tylko to nie zraża, ale nawet jest on skłonny ochoczo wspierać swym groźnym pohukiwaniem ustawy odbierające nam kolejne cząstki wolności. Nic dziwnego, skoro potem okazuje się beneficjentem jednej z nich i może w majestacie „prawa” przegnać KOD spod Bramy nr 2.

KOD stracił impet i jawi się dziś jako zmarnowana szansa. Jednak w szczycie swojej witalności był ruchem podkreślającym ideową wierność wolnościowym i obywatelskim ideałom Pierwszej Solidarności. Pragnął zostać podobnym zrywem, zahamować zmiany, które w słusznej ocenie wielu obywateli prowadzą nas z powrotem PRLo-podobnych realiów, do omnipotencji aparatu państwa i bezbronności obywatela. KOD zrzesza wielu ludzi Pierwszej Solidarności, którzy mają prawo świętować rocznicę w wybrany przez siebie sposób. Ich prawo do tego nie jest mniejsze niż gromadki prymitywnych klakierów władzy, którzy rządzą organizacją, ale nie są kojarzeni z wydarzeniami z 1980 r., a nawet się od ówczesnych idei dystansują. Decyzja wojewody Drelicha jest czysto polityczna i stanowi symbol zawłaszczania państwa przez rządzący obóz. Jest krzywdząca, jest wyrazem brutalnego korzystania z przywilejów władzy, pogardy dla inaczej myślących i zorientowania na dalsze pogłębianie przepaści pomiędzy Polkami i Polakami.

Przeciwnicy PiS muszą licznie przybyć pod bramę Stoczni 31 sierpnia. Rządowi, który z ograniczania wolności obywateli uczynił sobie ulubioną rozrywkę, trzeba pokazać, że to nie wolność, a władza rządu musi być ograniczona.

Czytaj również
  • Filip Filipowski

    KOD stracił impet na własne życzenie. Postawienie na jego czele Mateusza Kijowskiego było największym błędem. Wielu ideowych porządnych ludzi poczuło się oszukanych po ujawnieniu nieprawidłowości. Dziwię się, że był dalej promowany po ujawnieniu jego kłopotów z niepłaceniem alimentów. To wówczas powinna zapalić się czerwona lampka, że gościa zalegającego z alimentami nie stawia się na czele ruchu, bo jest niepewny. Brak reakcji w odpowiednimi czasie spowodował to co spowodował.